Zarówno Paradowska, jak i Lasek, już na początku sugerowali, że zespół powołany przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza zebrał się wbrew przepisom. - No tak, Trybunał Konstytucyjny jest sparaliżowany - stwierdziła dziennikarka. - Myśmy pracowali w zgodzie z prawem - dorzucił inżynier.
Później przyszedł czas na podważanie kompetencji członków podkomisji. - O przewodniczącym (Wacławie Berczyńskim - red.) pisze się, że przebadał wiele katastrof - mówiła Paradowska. - Wystarczy wrzucić nazwisko w wyszukiwarkę i znajdujemy raporty. Nam jednak nie udało się znaleźć takich informacji - wtórował jej Lasek.
Dodał, że nie ma żadnych nowych faktów, które pozwoliłyby zmienić ustalenia dotyczące przyczyn katastrofy.
- stwierdził.Odpowiedzieliśmy na wszystkie istotne hipotezy. Trudno polemizować na przykład z informacją o przeżyciu trzech osób
Później rozmówcy przeszli do meritum.
- Czyli nie ma tak, że któryś raport jest ważniejszy, a któryś mniej ważny - chciała wiedzieć prowadząca rozmowę.
- brnął Lasek.- W środowisku badaczy wypadków lotniczych na świecie obydwa raporty są traktowane równorzędnie. Nasz raport jest zdecydowanie bardziej szczegółowy, co nie jest dziwne, gdyż to my mieliśmy dostęp do informacji, które są najważniejsze w badaniu. Bo nie sama przyczyna jest najważniejsza, ostatnie kilka sekund lotu, czy kilkanaście, które doprowadziły do tej tragedii, ale to, co do niej doprowadziło przez lata wcześniej... znaczy... to, co powodowało degradację umiejętności pilotów...
- Czyli to wszystko, co było przyczyną potem ostatecznego rozwiązania tego 36 Pułku... - pytała Paradowska.
- wyjaśnił przewodniczący.Dokładnie. Myśmy analizując dokumenty, rozmawiając z pilotami, z byłymi dowódcami tej jednostki zauważyliśmy, że na początku lat 90-tych to naprawdę była bardzo dobra jednostka wojskowa ze standardem operacji lotniczych przypominającym LOT. Zresztą piloci LOT-u i 36. Pułku latali często zamiennie.
- Dlaczego ona uległa takiej degradacji? - chciała wiedzieć Paradowska.
- odparł inżynier.Problem jak zwykle prawdopodobnie leży i w złym zarządzaniu i w pieniądzach. Ja tak bym do tego podszedł. Starsi piloci odchodzili, szkoliło się nowych, coraz szybciej. Znowu kolejni instruktorzy odchodzili, a żeby móc odejść musieli szybciej wyszkolić swoich następców. Żołd, wynagrodzenie... Ja wiem, że wojsko służy. Ale pilotom, którym wmawiało się, że latali w elitarnej jednostce i są najlepszymi na świecie pilotami, prawie że Air Force One, trudno jest nie porównać się do kolegów, którzy przeszli do linii lotniczych, którzy zarabiali kilka razy więcej i wykonywali więcej lotów, działając w zdecydowanie lepszym środowisku procedur i przepisów.
- Jednak tak w sumie ważne są te ostatnie minuty, prawda? - to Paradowska.
Do wypadku dochodzi wtedy, kiedy występuje zbieg niekorzystnych okoliczności, gdzie te bariery, które sobie w jakikolwiek sposób stawiamy, nas nie chronią.
- stwierdził Lasek.
- Teraz będziemy słuchać wybuchów, a nie nagrań - rzuciła na zakończenie prowadząca.
- Nie było żadnego wybuchu, żadne ślady na to nie wskazują
- odparł Lasek.