Sprawa dotyczy wydarzeń z 23 października br. Wówczas w bazie wojskowej Chmiejmim w Latakii, w której stacjonują rosyjscy żołnierze, doszło do silnej eksplozji i ostrzału z broni palnej. Początkowo Kreml nie podawał żadnych informacji na ten temat. Gdy sprawa wyciekła do mediów za sprawą ludzi z bliskiego otoczenia Baszara al-Asada, rosyjskie MON zdobyło się jedynie na lakoniczne oświadczenie, że w bazie zginął jeden żołnierz FR, który nieumiejętnie posługiwał się bronią i doprowadził do wybuchu. Już wtedy pojawiały się doniesienia, że ofiar było co najmniej dziewięć, a rzekomy powód zajścia został wymyślony przez władze Rosji.
Kilka dni temu dziennikarze amerykańskiego dziennika „The Wall Street Journal”, którzy już w październiku baczniej przyglądali się całej sprawie, podali, że w bazie Chmiejmim faktycznie zginęło dziewięć osób, jednak nie byli to zawodowi żołnierze sił zbrojnych FR. Okazało się, że ofiarami są najemnicy zatrudnieni przez utajnioną elitarną rosyjską firmę OSM, której pracownicy po rozpadzie ZSRS walczyli w wielu konfliktach wojskowych. Byli też w ukraińskim Donbasie. Według dziennikarza rosyjskiego portalu opozycyjnego z Petersburga Fontanka.ru, byłego konsultanta ds. bezpieczeństwa Dienisa Korotkowa, ogółem w szeregach OSM, znanej także jako „grupa Wagnera”, walczy około tysiąca osób. W Syrii najemnicy mają zajmować się ochroną rosyjskich jednostek i obiektów wojskowych oraz syryjskich placówek rządowych.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".