W nocy z 12 na 13 grudnia, gdy wprowadzono stan wojenny, milicja wyciągnęła z domu przewodniczącego Solidarności kopalni Wujek Jana Ludwiczaka. W poniedziałek, 14 grudnia wzburzona załoga ogłosiła strajk. Zażądali powrotu przewodniczącego, wypuszczenia aresztowanych, później także zniesienia stanu wojennego i przywrócenia Solidarności. Proszono ich o przerwanie protestu, grożono - nie zmienili decyzji.
16 grudnia 1981 roku krótko przed południem rozpoczął się szturm. Pięć kompanii ZOMO, siedem armatek wodnych, 3 kompanie wozów bojowych piechoty, jedna kompania czołgów i pluton specjalny ZOMO spacyfikowało strajkujących górników kopalni Wujek. Zginęło dziewięciu górników.
To miał też być przykład dla reszty kraju. WRON-a nie żartuje, strajki będą łamane siłą. Po strajku górnicy byli nadal prześladowani, zwalniani z pracy, a organizatorzy protestu zostali skazani na więzienie. Milicjanci z plutonu specjalnego nie ponieśli wówczas żadnej kary. Dwadzieścia osiem lat później zostali w końcu skazani. Wydający rozkazy pozostali bezkarni.
W wierszu Jana Krzysztofa Kelusa „Elegia grudniowa” czytamy:
(...)
Za trzy dni zabiją ludzi
tak po prostu przed kopalnią
mundurowa kukła powie
że zginęli znowu ludzie
(...)
Czy powieszą na latarniach,
czy potrafią wam wybaczyć,
czy po prostu w szklany ekran
szklanym wzrokiem będą patrzeć? ...