Na Twitterze obserwujemy wpisy nad wyraz pobudzonego Tomasza Lisa, który ostatnio namawia do tworzenia Majdanu w Warszawie. Można odnieść wrażenie, że czuje się niemal liderem antyrządowych protestów. Jak by pan takie zachowanie skomentował?
Gdyby coś się stało, to można to komentować. W tej chwili, na tym poziomie twitterowo-facebookowym nie ma żadnej politycznej mocy w polskich realiach. Nie wiadomo też, w jakim charakterze występują poszczególne osoby.
To, że Lis wrzuca to w przestrzeń publiczną, nie ma żadnego znaczenia?
Może ktoś od komunikacji społecznej powiedziałby panu tutaj więcej. Z mojej perspektywy to jest kompletna próżnia społeczna. Może kiedyś coś się wykluje, ale teraz nie widzę niczego, co miałoby jakąkolwiek moc rażenia.
A wirtualny Komitet Obrony Demokracji lansowany mocno przez „Gazetę Wyborczą”?
Komitetów, organizacji i stowarzyszeń są w Polsce tysiące. Takie typu formy aktywności nie mają większego znaczenia. Było takie spotkanie na Uniwersytecie Warszawskim pod auspicjami Andrzeja Olechowskiego, z udziałem Aleksandra Kwaśniewskiego w czasie pierwszych rządów PiS i nie miało ono kompletnie żadnego znaczenia. W polityce ma znaczenie, co mówi PO, Petru czy Kukiz, czyli formacje sytuujące się mniej lub bardziej w opozycji.
„Wyborcza” pobudza takie inicjatywy jak KOD sztucznie do życia?
Polskie społeczeństwo jest bierne we wszystkich warstwach społecznych i takie formy aktywności nie mają większego znaczenia politycznego. Jedyne podmioty społeczeństwa obywatelskiego, które są w stanie nagłośnić w wymiarze ogólnokrajowym swoje hasła to są związki zawodowe. Wszystkie inne inicjatywy mają charakter akcyjny i szybko znikają. Większość ich w ogóle nie jest zdolna zaistnieć. Stąd ktoś, kto dysponuje władzą w klasyczny sposób, jak przez parlament czy rząd, ma nieporównywalnie większą możliwość oddziaływania na życie społeczne, więc nie sądzę, żeby to było czymś więcej niż takim doraźnym efektem sporów politycznych na przykładzie 2-3 tygodni. To pokazuje, że relacje między obozem rządzącym a opozycją rozstrzygną się na poziomie makro, a nie mikro. Nie na poziomie dyskusji wyłonienia pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Czyli niszowe burze w Internecie nie przekładają się zupełnie na realną politykę?
To jest taki dyskurs w obrębie wąsko pojętych elit politycznych i społecznych, gdzie role zostały dawno już między rządzących i opozycję podzielone. Nie padają tutaj żadne nowe słowa w konflikcie ciągnącym się od dekady. To się pojawia w retoryce opozycji, ale z dużo mniejszą dozą emocji. Pamiętajmy, że ani rząd nie może być ustępliwy, bo jest młodym rządem i takiej postawy oczekują od niego wyborcy. W Platformie trwa walka o przywództwo i bliskie jej środowiska będą zaostrzały retorykę.
Przygotujmy się więc w Internecie na mało znaczącą, ale nieustającą walkę?
Konflikt jest wpisany w demokrację, w tym nadmierna doza emocji, która potrafi przykryć meritum sporu. Myślę, że nie jesteśmy świadkami przełomu, że nie spór o demokrację stanie się najważniejszym sporem w polskiej polityce. Dyskusja o Trybunale Konstytucyjnym, jaka się pojawiła, tak zniknie i dopiero wróci za kilka miesięcy przy wyborze nowych sędziów