Powołujący się na anonimowe źródła dyplomatyczne amerykański dziennik poinformował w środowy wieczór, że wśród najważniejszych osób Sojuszu Północnoatlantyckiego rozgorzała dyskusja, jak sprawnie i skutecznie odpowiedzieć na agresywną politykę Rosji i wciąż nierozwiązaną sprawę zapewnienia bezpieczeństwa wschodniej flance NATO. Zdaniem nowojorskiego dziennika, władze NATO mają już dość działań Rosji związanych z niezapowiedzianymi ćwiczeniami wojskowymi, naruszaniem przestrzeni powietrznej państw Sojuszu oraz straszeniem Zachodu użyciem broni atomowej.
Jak poinformował „WSJ”, w sztabie NATO sondowane są obecnie dwie możliwości. Pierwsza z nich to wysłanie dodatkowych czterech batalionów żołnierzy do państw graniczących z Rosją, czyli do Polski, Litwy, Łotwy oraz Estonii. Oznacza to, że do każdego z tych krajów przerzucono by od ośmiuset do tysiąca żołnierzy. „Bataliony miałyby swoją jednostkę dowódczą i z miejsca stałyby się centrami operacyjnymi NATO” – czytamy na portalu amerykańskiego dziennika. „WSJ” dodaje, że tego typu rozwiązanie spotkało się z szerokim zrozumieniem Stanów Zjednoczonych i innych państw członkowskich. Jedynym oponentem są ponoć władze Niemiec, które nie chcą aż tak dużej ekspansji dodatkowych sił Sojuszu w pobliżu rosyjskich granic.
Według Berlina dużo lepszym i skuteczniejszym sposobem byłoby umieszczenie samodzielnego batalionu tylko w jednym kraju na wschodniej flance NATO. „Oznacza to, że Niemcy, w momencie względnego spokoju na wschodzie Ukrainy i powolnego ocieplania wzajemnych stosunków z Moskwą, nie chcą traktować już Rosji jako stałego wroga i odcinać jej od Europy, mimo pojawiających się licznych prowokacji ze strony Kremla” – donoszą amerykańscy dziennikarze. Według nich Niemcy nie poprą pomysłu dodatkowego uzbrojenia czterech państw, stawiając na jeden, oddelegowany do działania batalion.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".