Elżbieta Witek towarzyszyła wczoraj kandydatce PiS na stanowisko premiera Beacie Szydło, która brała udział w debatach w TVP.
- Tuż po wyjściu z Szydłobusu, zanim jeszcze wyślijmy na ścieżkę, prowadząca do telewizji, ochroniarze łapali za flagi, które nasza młodzieżówka miała w rekach. Przepychali i tam się już zaczęło – wspomina rzecznik PiS. - Natomiast szczyt tego był, kiedy wchodziliśmy do telewizji. Tam rozpoczęła się szarpanina. Służby ochroniarskie łapali tych młodych ludzi, wypychały ich poza telewizję. Myśmy oczywiście protestowali. Dlatego że były wejściówki czerwone i żółte. Żółtych było 25, a czerwonych - 8. I nawet z tymi wejściówkami, ochrona nie chciała nas wpuścić. To samo stało się po wyjściu, po debacie. Otóż pani prezes Beata Szydło, została zatrzymana. Uniemożliwiono jej wyjście ze studia, dlatego, że przejście swobodne musiała mieć pani premier Ewa Kopacz. (...) Skoro telewizja publiczna organizowała taką debatę, to powinna zapewnić bezpieczeństwo i właściwą organizację. Jak widać, naprawdę dalekie to było od właściwej organizacji debaty, w które brało udział 8 kandydatów, z 8 komitetów. I wiadomo było, że razem z nimi przyjdą osoby wspierające. Było nas tylu, na ilu się umawialiśmy – podkreśla w Witek w rozmowie z telewizją Gazeta Polska VD.
Obejrzyj całą rozmowę
