Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Po debacie policja zatrzymała Szydłobus. „Taki dostali donos. I kto tu nie umie przegrywać?”

Wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Łapiński poinformował na Twitterze, że po wyjściu z debaty telewizyjnej sztab Beaty Szydło czekała niemiła niespodzianka.

Autor:

Wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Łapiński poinformował na Twitterze, że po wyjściu z debaty telewizyjnej sztab Beaty Szydło czekała niemiła niespodzianka. Okazuje się, że ktoś wezwał policję w celu skontrolowania autokaru, którym przemieszcza się kandydatka PiS na premiera. Funkcjonariusze sprawdzali czy "Szydłobusem" nie podróżuje przypadkiem zbyt wiele osób.

Cała młodzież z Szydłobusa robiła sobie z Beatą Szydło po debacie pamiątkowe zdjęcie. Gdy wróciliśmy do autokaru zobaczyliśmy radiowóz. Zapytałem co się stało i okazało się, że policjanci przyjechali, bo dostali zgłoszenie, że autobus przewozi więcej osób niż może i muszą dokonać kontroli. Oczywiście można zastanowić się kto rzucił takie bezpodstawne oskarżenie, bo my dbamy i pilnujemy, aby wszystko było zgodne z prawem i jeździła nim zawsze przepisowa ilość osób - mówi portalowi niezalezna.pl Krzysztof Łapiński, wicerzecznik PiS.

Zgodnie z relacją świadków, kontrola nie trwała długo i zakończyła się spisaniem danych kierowcy.

Panowie policjanci widząc, że ich kontrola jest obserwowana spisali kierowcę i odjechali. Zobaczymy czy będą jakieś dalsze postępowania w tej sprawie - dodaje Krzysztof Łapiński.


Rzecznik warszawskiej policji zwraca uwagę na pewne nieścisłości w medialnych komunikatach dotyczących całej sprawy. Chodzi o to, że autokar nie był zatrzymywany w ruchu.
CZYTAJ WIĘCEJ: Policja wyjaśnia kulisy interwencji. Donos ws. Szydłobusa pochodził z Krakowa

Krzysztof Łapińśki poinformował o całym zdarzeniu na Twitterze:





Wicerzecznik PiS zapytany, czy zachownie policji mogło być skutkiem zwycięstwa Beaty Szydło w debacie z Ewą Kopacz, mówi:

Nie chcę wysnuwać, tak dalekich wniosków, ale jeśli odwrócilibyśmy sytuację i to PiS by rządziło i premier z ramienia Prawa i Sprawiedliwości spotkałby się z pretendentem do tego stanowiska z ramienia Platformy Obywatelskiej i po ewidentnej wygranej w debacie tego drugiego sztab PO wracałby do siebie i przyjechałaby policja, aby skontrolować ich autobus mówiąc, że dostała taki donos, że jest w nim za dużo osób. Wtedy byłoby larum mediów i polityków Platformy, że jest to pastwo policyjne, że zastrasza się opozycję, która przoduje w sondażach i wygrała debatę - podsumowuje.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane