Podczas 70. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku prezydent USA Barack Obama przekonywał, że jego kraj gotowy jest na współpracę z Rosją i Iranem w kwestii zażegnania kryzysu syryjskiego. – Wojna w tym kraju skończy się w momencie, w którym Syryjczycy porozumieją się sami ze sobą. My możemy nawiązać współpracę z każdym państwem, byleby tylko im w tym pomóc – stwierdził wówczas Obama. Kilka dni później, gdy rosyjskie wojska przeszły do ofensywy militarnej w Syrii, kraj ten stał się polem politycznej bitwy dwóch światowych mocarstw.
– Plan minimum dla Rosji to utrzymanie przy władzy w Syrii Baszara al-Asada, równoznaczny z zachowaniem strefy wpływów w tym kraju. Drugi etap planu to odzyskanie wpływów na całym Bliskim Wschodzie, by później odbudować swój wizerunek na arenie międzynarodowej. Putin chce pokazać, że skończyły się czasy, gdy USA działały jednostronnie, nie licząc się z Rosją – mówi „Codziennej” Wojciech Lorenz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Dodaje, że dla osiągnięcia celu Moskwa jest skłonna eskalować napięcia zarówno w Syrii, jak i poza nią. – Strategia Rosji jest bardzo prosta – albo się z nami dogadacie, albo będziemy działali we własnym zakresie – stwierdził ekspert PISM. – Nie jest powiedziane, że Rosja nie rozszerzy swojej strefy działań również na inne kraje, np. na Irak. Wtedy Putin pokaże, że nie tak łatwo jest usunąć Moskwę w polityczny cień – dodaje Andrzej Maciejewski z Instytutu Sobieskiego.
Jak do tej pory, Rosja konsekwentnie wdraża plan związany z operacją wojskową w Syrii. Po nalotach bombowców, głównie na obiekty syryjskiej opozycji walczącej z reżimem Asada i dżihadystami, przyszedł czas na uderzenie marynarką wojenną i użycie jednostek Flotylli Kaspijskiej w strategiczne cele terrorystów Państwa Islamskiego. Kreml powoli stara się również tłumaczyć swój kolejny krok i ostrzega, że nie będzie robił przeszkód tzw. ochotnikom, którzy po wyciszeniu sytuacji w Donbasie zechcą przenieść się na Bliski Wschód. By jeszcze bardziej zmotywować najemników, rosyjskie MON proponuje im 50 dol. za każdy dzień uczestnictwa w wojnie syryjskiej.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".