Deklaracja Puszkowa padła w wywiadzie, którego rosyjski polityk udzielił wczoraj francuskiej rozgłośni Europe 1. – Trzeba dodatkowo nasilić naloty na pozycje terrorystów z IS. Działamy po to, aby zapewnić Syrii niepodległość. W przeciwnym wypadku to państwo się rozpadnie – oznajmił Puszkow.
Od środy wojska lotnicze FR prowadzą zmasowany atak bombowy na strategiczne pozycje syryjskiej opozycji, walczącej z reżimem Baszara al-Asada. W czwartek rzecznik prasowy Władimira Putina Dmitrij Pieskow przyznał, że na celowniku Rosji są „powszechnie znane” organizacje terrorystyczne. Podobnego określenia reżimowe władze w Damaszku używają m.in. wobec opozycyjnej Wolnej Armii Syrii (WAS). – To właśnie w tę grupę najbardziej uderzyli rosyjscy żołnierze – ostrzegł amerykański senator John McCain. Wiadomo, że za szkolenie bojowników z WAS od wielu miesięcy odpowiadają m.in. agenci amerykańskiego CIA. – Rosja popełniła poważny błąd, angażując się w Syrii. Ta decyzja pogorszy zarówno sytuację w tamtym regionie, jak i napięte już stosunki na linii Waszyngton–Moskwa – uważa Jeremy Shapiro z amerykańskiego think thanku Brookings Institution.
Również wczoraj siedem państw, w tym m.in. Turcja, Stany Zjednoczone oraz Arabia Saudyjska, zażądały od Rosji zaprzestania dalszych nalotów i ataków w Syrii. Kreml nie tylko nie dopuszcza do siebie takiej sytuacji, ale sonduje możliwość przeprowadzenia bombardowań nad Irakiem. Ma to być odpowiedź na zaproszenie premiera tego kraju Hajdera al-Abadiego, który powiedział w czwartek, że „z zadowoleniem przyjmie tego typu interwencję Rosji w swoim kraju”.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".