Eston Kohver, pracownik Estońskiej Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego, został skazany w środę na 15 lat więzienia i grzywnę 100 tys. rubli (1375 euro) przez sąd w Pskowie. Kohver został uprowadzony przez Rosjan z terytorium Estonii – tuż przy granicy z Federacją Rosyjską – niecały rok temu, 5 września, i oskarżony o szpiegostwo. Przed porwaniem – w okolicy, gdzie doszło do incydentu – zakłócono operacyjną łączność radiową, a porywacze użyli m.in. granatów dymnych.
Estonia od początku twierdziła, że Kohver został zatrzymany i porwany po stronie estońskiej, a Rosjanie temu zaprzeczali, mówiąc, że mężczyznę ujęto po rosyjskiej stronie granicy.
Twierdzeniom Rosjan zaprzecza jednak dokument, sporządzony... przez nich samych. Czytamy w nim m.in.:
Dokument został sporządzony w dwóch egzemplarzach, każdy w języku rosyjskim i estońskim. Oba teksty są identyczne.W pobliżu znaku granicznego, 30 metrów na lewo od niego, miało miejsce naruszenie granicy z rosyjskiej i estońskiej strony. W trakcie wspólnych oględzin estońska strona oświadczyła, że zaginął obywatel Republiki Estońskiej. Fakt naruszenia granicy został uznany przez stronę rosyjską i estońską. W trakcie oględzin miejsca incydentu został wykorzystany sprzęt wideo: kamera wideo Sony Handycam HDR-CX730.

Piotr Wroński, komentując w Telewizji Republika sprawę porwania i skazania Estończyka, wskazywał na dowody potwierdzające, że oficer został porwany przez Rosjan po estońskiej stronie granicy.
Podkreślał również, że sprawa został przemilczana przez Zachód – przede wszystkim przez kraje NATO – i można to odczytywać jako sukces Kremla.
– Estonia zawsze była solą w oku Rosji. Wyjście na Finlandię, Skandynawię – mały kraj, który od początku się Rosji sprzeciwiał – tłumaczył Wroński i dodawał, że „uderzenie w Estonię, to uderzenie w NATO”, a Rosja sprawdza w ten sposób, na ile może sobie pozwolić.