Sąd Apelacyjny badał w środę apelację IPN w procesie lustracyjnym dyplomaty Ostasia od korzystnego dla lustrowanego wyroku wydanego w marcu przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Według SO Ostaś nie musiał wykazywać współpracy z wywiadem PRL w oświadczeniu lustracyjnym, bo kontakty z funkcjonariuszami bezpieki mógł traktować jako obowiązek służbowy.
Jak wykazywał IPN, Ryszard Ostaś był zarejestrowany przez wywiad Służby Bezpieczeństwa w drugiej połowie lat 80-tych. Bezpieka zainteresowała się nim w 1985 r. gdy wyjeżdżał na placówkę PRL do Libii. Ostaś w aktach występuje jako kontakt operacyjny wywiadu PRL działający pod ps. Cyryl i Cytryn zarejestrowanym w 1986 r. KO miał przekazywać informacje dotyczące antykomunistycznych i antypaństwowych działań pracowników polskich placówek i przedsiębiorstw w Libii. Podczas rozmowy werbunkowej lustrowany potwierdził chęć pomocy bezpiece i podpisał instrukcję wyjazdową. Ostaś przyznał w sądzie, że miał kontakty z funkcjonariuszami wywiadu oraz, że podpisał instrukcję wyjazdową.
Jak wykazywał w apelacji prok. IPN Bartosz Tymosiewicz, sędziowie SO wydali orzeczenie korzystne dla Ostasia dopuszczając się fałszywej oceny dowodów faworyzującej lustrowanego. Sąd zignorował zeznania funkcjonariuszy znających sprawę KO zeznających w procesie. Sędziowie oparli się za to na zeznaniach kolegi lustrowanego z dyplomacji Jana Natkańskiego, który sam przyznał, że nie miał żadnej wiedzy o pracy operacyjnej wywiadu. Sąd jednak przede wszystkim oparł swoje orzeczenie na zeznaniach samego lustrowanego.
Karierę dyplomaty PRL Ryszard Ostaś kontynuował z powodzeniem po 1989 r. W latach 90. Wysłano go na na placówkę w Atenach. Pracował spokojnie w departamencie konsularnym resortu, nawet dwa lata po uzyskaniu praw emerytalnych. Kolejni ministrowie PO, Radosław Sikorski jak i Grzegorz Schetyna ani myśleli zwolnić dyplomatę ukształtowanego na sowieckich wzorcach i przez lata służącego komunistycznej władzy. Ostaś odszedł z resortu przed miesiącem, gdy stwierdził, że ma już dość pracy.Niewiarygodnych i zmienianych w trakcie procesu – jak mówił o nich prokurator IPN.
Lustrowany dyplomata nie znalazł się w dyplomacji z przypadku. Jego ojciec Józef Ostaś, to były funkcjonariusz SB, później wysoki rangą prokurator, a w końcu szycha w Komitecie Centralnym PZPR.
W motywach ustnych orzeczenia sąd podkreślał, że żadne inne orzeczenie nie mogło zostać wydane a gdyby sąd I instancji uznał Ostasia za kłamcę lustracyjnego SA z hukiem by je odrzucił. To o tyle ciekawe, że to ponowny proces lustracyjny b. pracownika MSZ. Wówczas to Sąd Apelacyjny zakwestionował wyrok sądu I instancji korzystny dla lustrowanego i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy.