Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Czekali na karetkę niemal 3 godziny

W Poznaniu na przystanku leżał mężczyzna. Był w ciężkim stanie. Pomagał mu przechodzień, jak się później okazało - ratownik medyczny. Na miejscu byli również strażnicy miejscy.

Autor:

W Poznaniu na przystanku leżał mężczyzna. Był w ciężkim stanie. Pomagał mu przechodzień, jak się później okazało - ratownik medyczny. Na miejscu byli również strażnicy miejscy. Próbowano dzwonić na 112. Wykonano kilkadziesiąt telefonów. Karetka przyjechała po 2,5 godziny.

Zdarzenie to miało miejsce we środę ok. godz. 18:30 na przystanku autobusowym „Garbary”.

- Połączeń było z 30, 40. Pogotowie ratunkowe ma nas w nosie. On ma wykorkować?

- powiedziała cytowana przez tvn24.pl jedna z mieszkanek Poznania obecna na miejscu.

Telefonowano od godz. 18:30, karetka przyjechała o 21.
 

- Jechałem do znajomych i zobaczyłem, że leży człowiek. Pan tracił co chwilę świadomość, spadał mu puls. Myślę, że ma złamany bark. Były momenty, że nie wyczuwałem pulsu mężczyzny i zaczynały mu uciekać do góry gałki oczne - wyjaśnia Pan Kamil, który pomagał mężczyźnie. Na 112 dzwonił 7 razy.

 
Nawet strażnicy miejscy dzwonili po pogotowie. Ta przyjechała o godz. 21 i zabrała mężczyznę do szpitala. Załoga karetki powiedziała, że ich przyjazd był natychmiastowy. - Jechaliśmy góra 4 minuty - powiedział ratownik.

Autor:

Źródło: tvn24.pl,niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska