Zdarzenie to miało miejsce we środę ok. godz. 18:30 na przystanku autobusowym „Garbary”.
- Połączeń było z 30, 40. Pogotowie ratunkowe ma nas w nosie. On ma wykorkować?
- powiedziała cytowana przez tvn24.pl jedna z mieszkanek Poznania obecna na miejscu.
Telefonowano od godz. 18:30, karetka przyjechała o 21.- Jechałem do znajomych i zobaczyłem, że leży człowiek. Pan tracił co chwilę świadomość, spadał mu puls. Myślę, że ma złamany bark. Były momenty, że nie wyczuwałem pulsu mężczyzny i zaczynały mu uciekać do góry gałki oczne - wyjaśnia Pan Kamil, który pomagał mężczyźnie. Na 112 dzwonił 7 razy.
Nawet strażnicy miejscy dzwonili po pogotowie. Ta przyjechała o godz. 21 i zabrała mężczyznę do szpitala. Załoga karetki powiedziała, że ich przyjazd był natychmiastowy. - Jechaliśmy góra 4 minuty - powiedział ratownik.