– Pan minister zdrowia na rozmowach, ale można powiedzieć, że bardziej eskalował ten problem i niepokój w nas swoimi słowami, żeby pielęgniarki nie dostały równego wynagrodzenia. Nas to bardzo wzburzyło. Chodziło o to, aby pensja była zróżnicowana w zależności od zajmowanego stanowiska, a my wszystkie jednakowo pielęgnujemy pacjentów. Teraz rozmowy trwają, czas pokaże z jakim skutkiem – mówi portalowi niezalezna.pl Danuta Chmielewska, jedna ze strajkujących w Wyszkowie pielęgniarek.
Siostry w poniedziałek odeszły od łóżek pacjentów. Na najbliższą niedzielę zaplanowano wiec mieszkańców w geście solidarności ze strajkującymi. Główne żądania pielęgniarek dotyczą podwyżek związanych z nowym, wyższym kontraktem ich szpitala z Narodowym Funduszem Zdrowia oraz lepszych warunków wynagradzania na nocnych i świątecznych dyżurach.
RMF FM przytoczyło wcześniej wypowiedź jednej z wyszkowskich pięlęgniarek, która mówiła: – Jesteśmy rozczarowane już pierwszymi słowami pana ministra. Nie podoba nam się jego ton. Jak sam powiedział, jest ministrem dopiero od pięciu dni. Po tych pięciu dniach jego urzędowania nie chciałabym go obrażać – powiedziała jedna z protestujących.
Strajkujące w Wyszkowie pielęgniarki nie wykluczają zaostrzenia protestu. Na czas negocjacji wróciły do pracy, ale nie wiadomo, na jak długo. Wszystko zależy od efektów rozmów. Jeżeli nie uzyskają swoich postulatów, zaostrzą strajk. Pielęgniarki zapewniają jednak, że będą w gotowości, gdy będzie zagrożone życia pacjentów.