Prof. Cenckiewicz był gościem Telewizji Republika i stwierdził:
- Wiele wskazuje na to, że komisja weryfikacyjna pod kierownictwem Jana Olszewskiego została nielegalnie „rozpędzona” przez Donalda Tuska. Żeby to wszystko na nowo uporządkować, trzeba mieć premiera, ministra obrony narodowej i szefów tajnych służb.
Odniósł się również do spekulacji, że istnieje groźba zniknięcia z Kancelarii Prezydenta ważnych dokumentów. Już kiedyś - za czasów Lecha Wałęsy - miało to miejsce. Według S. Cenckiewicza - relacjonuje portal telewizjarepublika.pl - w państwie demokratycznym „sojusznikiem” w późniejszym dotarciu do takiego dokumentu jest biurokracja.
Historyk tłumaczył, w jaki sposób meldunki operacyjne służb specjalnych trafiają na biurko prezydenta. – To bardzo złożony proces. Każdy taki dokument jest rejestrowany przez kancelarię tajną i zanim trafi w ręce głowy państwa zostawia naprawdę dużo śladów – mówił.
Pytany o bliskie związki Bronisława Komorowskiego z WSI historyk zwrócił uwagę na fakt, że tłumaczką prezydenta jest Małgorzata Dukaczewska, prywatnie żona gen. Marka Dukaczewskiego – byłego szefa tych służb. – To pokazuje, że ludzie ze stowarzyszenia SOWA (założyli je byli żołnierze i pracownicy WSI - red.) chcą być blisko prezydenta. Ona (Dukaczewska - red.) ma przecież dostęp do informacji niejawnych – tłumaczył Cenckiewicz.
Czy słynny aneks do raportu WSI zostanie opublikowany? Historyk stwierdził, że musi zostać najpierw odnaleziony, przeczytany i rozpatrzony na nowo - z uwzględnieniem ostatnich rozstrzygnięć Trybunału Konstytucyjnego.
Według Cenckiewicza to, co robili żołnierze WSI, nie miało nic wspólnego z ochroną kontrwywiadowczą państwa. – Ich działalność była w 90 proc. skierowana przeciwko Polakom, również tym, przebywającym zagranicą – stwierdził.