Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że PO chce zagospodarować elektorat rozczarowany rozpadającą się lewicą. Można się spodziewać, że zapewne spowoduje to zwrot w polityce światopoglądowej tej partii. Czy według Pana taki skręt na lewo jest właściwy?
Odkąd należę do klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, partia ta nigdy nie stawiała płotów ideologicznych, a to dlatego, że przyjęto koncepcję zakładającą, iż PO ma być partią środka. To, że w pewnym momencie zaczęli do niej napływać politycy lewicowi, tacy jak Dariusz Rosati, zwiększało atrakcyjność, bo z drugiej strony są w niej politycy o poglądach prawicowych, tacy jak Marcin Święcicki, a także konserwatywno-liberalni, jak Radosław Sikorski czy Jarosław Gowin – ten ostatni niestety już nie jest w PO. Równowagę w partii wyznaczała wewnętrzna dyskusja, na ogół odbywająca się przy znacznie odczuwalnym oddziaływaniu liderów. Nie sądzę, żeby PO dała się z tego kursu zepchnąć.
A jeśli jednak? Sam Pan mówił, że do PO zaczną się łasić niedobitki lewicy. Czy wyobraża Pan sobie, że będzie w partii, do której nagle dołączą np. czołowe postaci SLD?
Zaloty to jeszcze nie małżeństwo. Poza tym nie wszyscy czołowi działacze SLD to „smoki wawelskie”. Jako demokrata muszę uznać, że obowiązuje hipoteza wędrującego środka, w tym akcesja „czołowych postaci SLD”. Dla mnie osobiście byłoby jednak nie do przyjęcia, gdyby do PO dołączyły osoby skompromitowane w PRL‑u.
Media coraz więcej uwagi poświęcają inicjatywie Ryszarda Petru, którą popiera także Leszek Balcerowicz. Czy uważa Pan, że to siła, która może zagrozić PO? I czy gdyby jej przedstawiciele dostali się do Sejmu, to byłaby możliwa koalicja z PO?
Na dziś to skradający się na scenie wilczek. Rzeczywiście, pojedynczo do pogłaskania, ale w stadzie, w warunkach kooperacji politycznej, może być niebezpieczny. Zarazem jednak Platforma, będąca w dużej mierze spadkobiercą liberałów, rzeczywiście może go dobrze przyjąć. Populizm podatkowy, absolutyzacja prywatyzacji, degradowanie państwa jako instytucji wsparcia obywateli to dla niektórych ciągle atrakcyjna oferta, zwłaszcza jeśli takie hasła głoszą osoby przedstawiające się jako uczniowie Balcerowicza. Ale lepiej byłoby, żeby ten polityk sam wyrąbał sobie polityczny chodnik. I nie wciągał do tego Platformy.