Happening „Klatki dla Polaków” był odpowiedzią na twitt Janusza Wojciechowskiego. Europoseł napisał w nim: „Według standardów Unii Europejskiej, dla kur zalecany jest wolny spacer, a nie klatka. Odwrotnie dla prezydenta Komorowskiego”. Niedługo potem przeprosił, pisząc „Przepraszam, miałem na myśli Pałac Prezydencki, jako „złotą klatkę”, w której Pan Prezydent czuje się lepiej, niż na ulicy. Mea culpa!”. Jednak na przeprosiny ani PO, ani sztabowcy Komorowskiego nie zwracali już uwagi. Postanowili kuć żelazo póki gorące i podnieść larum, uderzając przy tym w Andrzeja Dudę.
Kulminacją była niedzielna akcja Młodych Demokratów, którzy pozamykali się w klatkach na Krakowskim Przedmieściu, vis-à-vis Pałacu Prezydenckiego. Trzymali też kartki informujące o tym, za co niby zostaną zamknięci, jeśli wybory wygra Andrzej Duda. A to za słuchanie Radia Maryja, a to za in vitro, a to w końcu za używanie marihuany w celach leczniczych.
Nasz reporter, który przyglądał się wszystkiemu na miejscu, relacjonował, że zainteresowanie happeningiem było nikłe. Poza dziennikarzami i grupką gapiów, którzy próbowali dyskutować z „klatkowiczami”, akcja wzbudzała raczej śmiech osób spacerujących po Krakowskim Przedmieściu. Samo wydarzenie nie trwało zresztą długo – po około godzinie klatki opustoszały.
Ośmieszających akcję komentarzy nie brakowało natomiast w internecie. Młodzieżówkę Platformy pozującą dziennikarzom w klatkach nazwano m.in. „Gołębiami Szejnfelda”. To aluzja do sobotniego wpisu europosła PO. Adam Szejnfeld zakomunikował mianowicie na portalach społecznościowych: „Zwierzęta wyczuwają dobrych ludzi. Wybrała mnie biała gołębica, aby mieć potomstwo. Oto na moim balkonie powstanie nowe życie”.


