Jak pisała "Gazeta Polska Codziennie", Uniwersytet Warszawski zamierza podpisać umowę o otwarciu filii Instytutu Konfucjusza, będącej częścią tzw. miękkiej siły Partii Komunistycznej Chin. Instytucja, ze współpracy z którą wycofuje się coraz więcej krajów, z powodzeniem rozwija się w Polsce.
"Często porównuje się Instytut Konfucjusza do Instytutu Francuskiego, British Council czy niemieckiego Instytutu Goethego, których działalność sponsorują rządy krajów, reprezentowanych przez te instytucje. Państwa te płacą za wynajem biur w budynkach komercyjnych. Instytut Konfucjusza działa inaczej. Zakłada swoje siedziby na czołowych uniwersytetach zagranicznych, przez co staje się częścią instytucji naukowej danego kraju. Jak uważa była australijska dyplomatka, a obecnie wykładowczyni na Wydziale Studiów nad Chinami na Uniwersytecie Sydney, prof. Jocelyn Chey, właśnie taki układ pozwala władzom chińskim mieć bezpośredni wpływ na program danej uczelni i kierunek rozwoju studiów nad Chinami" - pisała korespondentka "Codziennej" w Azji Hanna Shen.
"Czy z umowy podpisanej między Uniwersytetem Warszawskim a Instytutem Konfucjusza został usunięty art. 5 stanowiący, iż działania Instytutu Konfucjusza muszą być zgodne ze zwyczajami, przepisami prawa i innymi zasadami Chińskiej Republiki Ludowej?" - pytają autorzy listu do władz UW na Twitterze.
Takie instytuty funkcjonują już przy Uniwersytecie Jagiellońskim i przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, skutecznie ograniczając wolność słowa wśród studentów i pracowników naukowych. Wszystkie osoby, które nie zgadzają się na dobrowolne ograniczanie własnej autonomii przez Uniwersytet Warszawski zachęcane są do napisania maila do rektora.
„Jeśli nie macie czasu na napisanie maila własnymi słowami, możecie wykorzystać treść listu, który wysłałam do sekretariatu rektora” – zachęcają organizatorzy.
Treść listu TUTAJ.