Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Pawlicki o wywiadzie Opani dla "Wyborczej": Każdy ma prawo do autokompromitacji

Rozumiem, że czytelnikami "Gazety Polskiej" gardzi, uważa ich za... no właśnie, za kogo? Bydło? Podludzi? Apeluję, panie Marianie, o więcej tolerancji.

Autor:

Rozumiem, że czytelnikami "Gazety Polskiej" gardzi, uważa ich za... no właśnie, za kogo? Bydło? Podludzi? Apeluję, panie Marianie, o więcej tolerancji. Niech pan wspomni historie „użytecznych idiotów”, nie zdających sobie sprawy do jak paskudnych rzeczy są używani. Przecież nie chce pan być jednym z nich, prawda? - mówi portalowi niezalezna.pl o Marianie Opani - Maciej Pawlicki, publicysta i producent filmu „Smoleńsk”.

Marian Opania w dzisiejszym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówi: „Zawód aktora ma elementy posłannictwa, ale nie koturnowości. A to posłannictwo polega na wychowywaniu widza i publiczności. Na zawyżaniu, a nie na zaniżaniu poprzeczki”. Porównuje go nawet do zawodu lekarza, nauczyciela czy księdza. Opania deklaruje: „Zagram wszystko, oprócz tego, co by komukolwiek torowało drogę do władzy. Z jakiejkolwiek strony”. A później czytamy:  „Ja jestem, powiedzmy, platformersem” i „Jak pierwszy raz Platforma biła się z PiS-em, byłem w komitecie wyborczym PO. Wtedy byłem trochę politykiem. Wypowiadałem się na temat braci Kaczyńskich, mówiłem, że po bolszewicku podzielili Polaków”. Widać tutaj niekonsekwencję w myśleniu?
To, że ktoś traktuje swój zawód jako posłannictwo, jest bardzo piękne. Marian Opania jest dobrym aktorem, ale – mam wrażenie - z pewnymi kłopotami z własną tożsamością. Mówi i robi rzeczy sprzeczne, więc może nie powinien się stroić w togę nauczyciela moralności i osądzać innych. Ale cóż, każdy ma niezbywalne prawo do autokompromitacji.

Opania mówi wprost: „Teraz będę głosował na Komorowskiego”.  Tylko dla tego jednego zdania była cała rozmowa w „Wyborczej”?
Myślę, że tak. W obozie obecnego prezydenta panuje panika, więc wszystkie ręce na pokład. Jego główny kontrkandydat, Andrzej Duda, coraz bardziej przebija się przez mur medialny i pokazuje nadzieję na realne zmiany. Wszyscy więc, którzy zgadzają się, by kopnąć, napluć, jego kampanii zaszkodzić – pilnie poszukiwani, nawet jeśli nie bardzo rozumieją do czego się ich używa - pospiesznie podtyka się im mikrofony.

Marian Opania przytacza też osobistą rozmowę z Antonim Krauze, reżyserem filmu „Smoleńsk”: „Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Pytam, jaką. Zagrasz w filmie obu Kaczyńskich. Odpowiedziałem: A pocałuj ty mnie w du*ę". Później jakiemuś dziennikarzowi powiedział: „Nie będę grał w głupotach o jakichś zamachach, bo jestem w miarę myślący facet i nie będę się podpisywał pod jakimiś bzdurami”.
Trudno mi nawet komentować zachowanie tak słabe i smutne. Pan Marian – podle wytycznych propagandowych komisarzy - obraca się w sferze wiary czy niewiary - co naprawdę stało się w Smoleńsku. A to nie jest sprawa wiary tylko wiedzy o zjawiskach fizycznych. Mamy ją, albo jej nie mamy. Jak dotąd – nie mamy. Opania powiedział nieroztropną rzecz dwa lata temu, ale później o prezydencie Lechu Kaczyńskim w programie „Świat się kręci” powiedział „myśmy go wszyscy uwielbiali”. Wyglądało na to, że zrozumiał, że wcześniej został instrumentalnie użyty jako pała do walenia po głowach tych, którzy mają inny punkt widzenia na temat tajemniczej śmierci prezydenta. Potem zabiegał, aby Antoni Krauze przybył na jego benefis. Antoni poszedł, bo jest człowiekiem wielkodusznym. Teraz, niestety, pan Marian znów daje się używać do nagonki na innych artystów.

Aktor podkreśla: „Ja nie wierzę w zamach. Ci, co wierzą, są bandą szkodników, która zachowuje się jak sowieccy agenci. A Putinowi jest bardzo na rękę, żeby tu był niepokój”.
Zarzut o sowieckości czy bolszewizmie szczególnie lubią stawiać swym oponentom redaktorzy „Gazety Wyborczej”, w tak wielkiej liczbie potomkowie komunistów i sowieckich namiestników. Marian Opania powtarza to, co przeczytał w „Gazecie Wyborczej” jakby mówił pacierz. Może kiedyś stać go będzie na własną refleksję, chciałbym, by najpierw film obejrzał  film Antoniego Krauze, a dopiero potem powiedział co o nim myśli. Tak trudno to zrozumieć?

Marian Opania mówił, że wywiadu udzieliłby „Gazecie Wyborczej”, ale już dla „Gazety Polskiej”… nie miałby czasu.
Jego wybór. Rozumiem, że czytelnikami "Gazety Polskiej" gardzi, uważa ich za... no właśnie, za kogo? Bydło? Podludzi? Apeluję, panie Marianie, o więcej tolerancji. Niech pan wspomni historie „użytecznych idiotów”, nie zdających sobie sprawy do jak paskudnych rzeczy są używani. Przecież nie chce pan być jednym z nich, prawda?

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane