Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Sąd znokautował prokuraturę. Niechlujne akta do zwrotu, a lista błędów szokująca

Prokuratorzy z Gorzowa Wlkp. przez kilka lat prowadzili śledztwa dotyczące przestępstw popełnionych w Poznaniu.

Autor:

Prokuratorzy z Gorzowa Wlkp. przez kilka lat prowadzili śledztwa dotyczące przestępstw popełnionych w Poznaniu. Z pomocą słynnego już „Kanady” mieli rozwikłać wiele zagadek z przeszłości i wsadzić do więzienia sprawców. I spora grupa osób rzeczywiście trafiła do aresztów, prokuratorzy wysłali też kilka aktów oskarżeń. Skruszony przestępca przyznał jednak po latach, że składając zeznania często zmyślał. A ostatnia decyzja sądu – przede wszystkim jej uzasadnienie – to ciężki nokaut prokuratury.
 
Zaczniemy jak u Hitchcocka – mocny cytatem z sądowego pisma, do którego dotarł reporter portalu niezalezna.pl.
„W sprawie niniejszej prokurator przedstawił Sądowi imponujące w swym rozmiarze akta – zdawać by się mogło że adekwatne do rozmiarów wniesionego aktu oskarżenia. Jednak analiza owego aktu oskarżenia oraz towarzyszących mu akt prowadzi do wniosku, że z jednej strony w aktach brak jest istotnych danych na poparcie stawianych oskarżonym zarzutów (…). Z drugiej – są części akt, co do których można mieć wątpliwość w jakim celu w nich się znalazły i prokurator winien sens przedstawienia Sądowi akt w takim kształcie wyjaśnić”.
 
Po przeczytaniu tych kilku zdań prokuratorzy z Gorzowa Wlkp. powinni zarumienić się ze wstydu, bo tak druzgocąca ocena materiału dowodowego niezmiernie rzadko się zdarza. A to jedynie niewielki wycinek.
 
Naszym czytelnikom należy się kilka słów wyjaśnienia – ponieważ o historii śledztw z udziałem Krzysztofa W. jako głównym świadkiem oskarżenia pisaliśmy wielokrotnie, nie będziemy przypominać szczegółów – odnośniki do wcześniejszych tekstów zamieściliśmy poniżej. Podkreślić należy tylko to co najważniejsze – „Kanada” był złodziejem samochodów z Poznania, który po wpadce poszedł na współpracę z wymiarem sprawiedliwości i zaczął sypać dawnych wspólników. A ponieważ wśród podejrzanych byli również poznańscy policjanci, to sprawę przekazano do Gorzowa Wielkopolskiego. Zaangażowano prokuratorów specjalizujących się w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej. „Kanada” był bardzo rozmowny, opowiadał zarówno o najcięższych zbrodniach, jak i drobnych przestępstwach. Na podstawie jego opowieści zatrzymano wiele osób, wszczęto kilka śledztw. Dwa lata temu Krzysztof W. zmienił jednak front – zarówno w sądzie, jak i podczas spotkań z naszym reporterem, opowiadał o kulisach współpracy z prokuraturą i policją.
 
„Kanada” jednak nie tylko zeznawał przeciwko innym, ale również sam stawał przed sądem jako oskarżony. Za kradzieże od ponad siedmiu lat przebywa w więziennej celi. Ale ma jeszcze jeden proces – za kierowanie grupą przestępczą, której łupem rzekomo padło około stu (!!!) aut. Zapadł nawet wyrok (skazujący Krzysztofa W. na trzy lata), ale został uchylony i sprawę skierowano do ponownego rozpatrzenia. Wszyscy zainteresowani czekali na wyznaczenie pierwszej rozprawy drugiego procesu – a sąd przygotował ogromną niespodziankę. Zwłaszcza dla prokuratury, bo zwrócił jej akt oskarżenia. Formalnie brzmi to: „przekazał sprawę Prokuratorowi Okręgowemu w Gorzowie Wlkp. w celu uzupełnienia śledztwa”.

Decyzję ogłoszono wprawdzie już 2 kwietnia, ale dopiero kilka dni temu uczestnicy postępowania otrzymali pisemne uzasadnienie decyzji. Reporterowi portalu niezalezna.pl udało się z nim zapoznać. To niezbyt obszerny dokument, zaledwie 25 kartek, ale treść szokuje. Z niego pochodzi cytat zaprezentowany na początku, ale to jedynie niewielki fragment oceny prokuratorskich akt jakiej dokonał sąd. Miażdżącej oceny:
 
„(…) postępowanie przygotowawcze w niniejszej sprawie obarczone jest licznymi wadami i brakami. (…) prokurator nie zebrał materiału dowodowego pozwalającego na ustalenie jaka była wartość zarzucanych szkód, w jakich okolicznościach, konfiguracjach osobowych, popełnione były zarzucane czyny. Nadto – akta obarczone są wadami bowiem częściowo są nieczytelne, częściowo – zawierają części nie związane ze sprawą”.
 
Prokuratorzy z Gorzowa Wlkp. i tak mają szczęście, że sąd nie wystawia ocen niczym w szkole. Jak nic byłoby „niedostateczny”. Co ciekawe, nasz reporter rozmawiał z rzecznikiem gorzowskiej prokuratury – dokładnie 2 kwietnia, czyli w dniu ogłoszenia postanowienia, ale jeszcze przed sporządzeniem uzasadnienia. Nie miał sobie nic do zarzucenia.
 
Najpierw przedstawiliśmy ogólną ocenę akt, ale niezbędne jest kilka szczegółów. Bo tam jest najciekawsze. Przeciętny Kowalski ma dość klarowne wyobrażenie sądowych akt. Jeśli ktoś zostaje oskarżony o jakieś przestępstwo, to zgromadzono dowody jego winy, które znajdują się w aktach. Teoretycznie tak powinno być. Tymczasem…
 
„(…) Prokurator ani w treści zarzutów, ani w uzasadnieniu aktu oskarżenia, ani wreszcie w aktach sprawy nie wskazuje istoty przestępstwa” – pisze sąd, ale na tym nie poprzestaje. – „(…) demonstrowane już w śledztwie przekonanie prokuratora o tym, iż wystarczającym dowodem miałoby być przyznanie się oskarżonych do winy jest niefortunne”.
 
We wnioskach sąd nakazał ponowne przesłuchanie dziesiątek osób, którym ukradziono samochody, bo zabrakło właściwej wyceny szkody jaką poniosły ofiary złodziei. Wprawdzie taka wycena była, ale sporządzona w zdumiewający sposób.
 
„(…) często pokrzywdzeni wartość skradzionej rzeczy określali „na około” – ale już w akcie oskarżenia wskazywana jest ona jako pewna” – podkreślił sąd zwracając również uwagę, że „najczęściej brak jest istotnych informacji co do stanu samochodów, ich wyposażenia, a nawet roczników”.

Taki „niedoróbek” w aktach – odkrytych przez sąd – jest więcej. I to znacznie poważniejszych niż wartość ukradzionego samochodu.
„Oskarżyciel publiczny we wniesionym akcie oskarżenia zarzuca oskarżonym, iż działali wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, nie określając czy są to osoby ustalone, czy też nie”.
 
Dlatego sąd w dość ostrym tonie sugeruje: „prokurator winien z największą starannością ustalić wszystkie osoby mające bezpośredni związek z zarzucanymi oskarżonym przestępstwami”.
 
Przez niemal dwa lata zajmowania się sprawą śledztw z udziałem „Kanady” nasz reporter rozmawiał z dziesiątkami osób: świadkami, podejrzanymi, oskarżonymi, policjantami, prawnikami. Bardzo często powtarzano ten sam zarzut – bezkrytycznie przyjmowano opowieści „Kanady” nie weryfikując ich zbyt dokładnie. Nawet gdy sam siebie oczerniał. Poza tym działano niekonsekwentnie. Na ten wątek uwagę zwrócił również sąd.
 
„Należy zauważyć, iż na etapie przedstawiania oskarżonym zarzutów, prokurator wskazywał zarzucanych współsprawców, a z niewiadomego powodu zaniechał tego kierując do Sądu akt oskarżenia”.
 
lub inny fragment:
 
„Odnośnie zarzutu udziały oskarżonego W. w grupach przestępczych – prokurator nie wskazał kto wchodził miał w ich skał oraz jaka była ich struktura".
 
Lista zarzutów sądu wobec prokuratury jest bardzo długa, a ich kaliber rozmaitego rodzaju. Niektóre bardzo poważne, inne wskazują na zwykły… bałagan. Lub wręcz niechlujstwo przy gromadzeniu akt, które zostały przedstawione sądowi wraz z aktem oskarżenia. Aż trudno uwierzyć, że prokuratorzy podczas trwającego wiele lat śledztwa nie potrafili starannie przygotować takich dokumentów, aby były czytelne. I nie chodzi o jeden „papierek” – to całe stosy. Sąd w uzasadnieniu dokumentu kilka razy to podkreślał. Momentami w ostrym tonie. Na dowód kilka cytatów:
 
- "(…) są to dokumenty niemożliwe do odczytania"
- "załączone zostały dokumenty zakładu ubezpieczeń, jednak są one całkowicie nieczytelne"
- „(…) prokurator winien uporządkować akta zamieszczając w nich te dokumenty, które wraz z aktem oskarżenia zamierza przedstawić i to w formie nadającej się do odczytania”
- gdyby "bezrefleksyjnie" zlecano sporządzanie kopii "świadczyłoby to o braku dbałości o akta, braku należytej staranności w ich tworzeniu, szacunku dla Sądu i stron postępowania"
- o aktach z załącznikami: "nie może to być jednak zbiór bardziej lub mniej czytelnych kart pochodzących z akt różnych spraw, w posiadaniu których znalazł się oskarżyciel"

Na koniec zostawiliśmy dwie perełki, które mogą stać się początkiem anegdot krążących wśród prawników. Bo sąd stwierdził, że:
 
HIT NUMER 1: „W aktach sprawy znajdują się bardzo liczne protokoły przesłuchania Krzysztofa W., w tym jednak i takie, co do których nie wiadomo kiedy i w jakiej sprawie zostały sporządzone, pod jakimi zarzutami stał tam Krzysztof W.”
 

HIT NUMER 2: „W aktach znajduje się przesłuchanie Marcina B. w charakterze podejrzanego, jednak jest ono niezrozumiałe. Nie wskazano z jakich akt protokół ten pochodzi i jak należy go rozumieć, bo Marcin B. powołuje się na numery zarzutów, które nie zostały załączone, zatem – nie wiadomo o jakich zdarzeniach mówi”.
 
Istne kuriozum – szokujący bałagan.
 
Po przeczytaniu tego dokumentu natychmiast rodzi się fundamentalne pytanie – jakiej jakości są akta zgromadzone z innych sprawach, w których wykorzystano zeznania lub wyjaśnienia „Kanady”. Bardzo często pojawiają się w nich bowiem te same osoby – prokuratorzy, policjanci, świadkowie, oskarżeni. A w jednym z procesów dotyczących zorganizowanej grupy przestępczej (i to o charakterze zbrojnym) zapadł już wyrok uniewinniający – prokurator wprawdzie złożył apelację, ale… za późno!!! Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się również, że w innej sprawie – obecnie toczącej się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu – jakość akt także wzbudziła wątpliwości prawników, ale sąd nie podjął jeszcze żadnej decyzji.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska