Zdaniem prezydenta CEV Andre Meyera widowisko powinno trwać krócej, dobrze byłoby gdyby zamknęło się maksymalnie w dwugodzinnym wymiarze czasu, m.in. ze względu na problemy z zaplanowaniem długości transmisji telewizyjnej. Stąd też pomysł, by w „okazywaniu radości po wywalczeniu punktu” nie brał udziału ten gracz, który udaje się w pole zagrywki. W ten sposób, zdaniem Meyera, za każdym razem można by zaoszczędzić 10 -15 sekund i uniknąć niepotrzebnych przestojów w grze.
- Kilka lat temu na meczach siatkówki było jak w kościele i za wszelką cenę chcieliśmy to zmienić, ale dziś sytuacja jest odwrotna. Nie chcemy, aby siatkarski spektakl był pozbawiony emocji, ale musimy pamiętać, że ludzie przychodzą głównie po to, by oglądać siatkówkę i trzeba zrobić wszystko, by widowisko było bardziej płynne. To jeden z pomysłów, który oczywiście będzie szeroko dyskutowany ze środowiskiem siatkarskim. Chcę jednocześnie jasno podkreślić, że nie zamierzamy karać zawodników za okazywanie entuzjazmu - tłumaczył Andre Meyer podczas konferencji prasowej w Berlinie.
W wideo weryfikacji wprowadzono przepis, że sprawdzana może być tylko ostatnia akcja (w przeciwieństwie do regulacji w PlusLidze, gdzie sędzia może przewinąć obraz i sprawdzić dłuższy wycinek gry). Dodatkowo, sztaby szkoleniowe finalistów zostały zaopatrzone w tablety, które miały służyć do zgłaszania systemu challenge, sygnalizowania zmian oraz innych decyzji szkoleniowców. Polskie drużyny zareagowały na te nowinki techniczne dość sceptycznie. - Nie rozumiem dlaczego to rozwiązanie testowane jest w najważniejszym turnieju. To za duże ryzyko - nie miał wątpliwości Mariusz Wlazły, kapitan PGE Skry Bełchatów. - Szkoda, że nie pomyślano o tym, by wypróbować tablety w fazie play off, byłoby więcej czasu na adaptację - wtórował mu Andrzej Kowal, szkoleniowiec Asseco Resovii Rzeszów.