Po głośnych demonstracjach górników czy rolników, także nauczyciele i kolejarze zapowiedzieli ogólnopolskie protesty. Ostatecznie na placu boju zostali jedynie frankowicze. – Sam patrzę na tę sytuację jak na pewne wypalenie się energii społecznej. Czasem przecieram oczy i myślę, na czym to polega. Czy to egoizm, który zaczął być pewną formą filozofii „radź sobie sam” lansowanej przez ekipę rządzącą? Czy to on poczynił takie spustoszenia, jeśli chodzi o kapitał społeczny i brak zaufania ludzi do siebie? – zastanawia się Śniadek.
Jego zdaniem, pewną rolę mogła też odegrać określona sytuacja. – Kiedy górnicy rozpoczynali swój protest, to Kompania Węglowa stosunkowo szybko rozwiązała swój problem. Poszła za nią Jastrzębska Spółka Węglowa. Inne grupy chciały dołączyć do tej czołówki, ale kiedy zabrakło górników – jako liderów protestu – okazało się, że pozostałe grupy nie pociągną już swoich protestów samodzielnie – mówi były przewodniczący NSZZ „Solidarność”. Pytany o protesty frankowiczów mówi, że „nie są też tak silne i liczne jak się spodziewano”. – Są też pomijane przez prorządowe media i dlatego są mniej obecne w świadomości społecznej – tłumaczy.
Śniadek odrzuca argument, że na bierną postawę niezadowolonych wcześniej grup społecznych może mieć wpływ nagłe polepszenie ich sytuacji. – Prezydent Komorowski cały ubiegły rok świętował pod hasłem 25-lecia wolności i sukcesu pod każdym względem. Sądzę, że zaniechał teraz tej kampanii być może świadom, jak bardzo rozmija się ona z odczuciami społecznymi – mówi Śniadek i podsumowuje, że społeczeństwo poprzez postawę rządzących widzi, iż niewiele można osiągnąć.