Obaj dyktatorzy odnieśli się do „przykrych doświadczeń historycznych”. Putin mówił: - Ponieważ upadek [ZSRR] został zalegalizowany, wszyscy zapomnieli o Krymie i Sewastopolu. (…) Słyszałem jak mieszkańcy Krymu mówili, że w 1991 roku zostali oddani jak worek ziemniaków. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Natomiast Hitler nawiązał do „dyktatu wersalskiego” i pogorszenia relacji w Gdańsku. – Problem tak się nasilił, że stał się nie do zniesienia dla nas – stwierdził.
Poruszono kwestię utraty ważnych terytoriów. Putin: - Dopiero kiedy Krym skończył jako część innego kraju, Rosja zdała sobie sprawę, że została po porostu okradziona, ogołocona. Hitler: - Wersalski dyktat nie jest prawem dla nas. Podpis wymuszono na nas lufami pistoletów przystawionymi do głów i groźbą głodu milionów mieszkańców. A potem ten dokument z naszym podpisem został uroczyście ogłoszony jako prawo.
Akcentowali też potrzebę „szanowania mniejszości” i bezskuteczne zabiegi „pokojowego uregulowania spornych kwestii”. Obaj deklarowali gotowość do podjęcia współpracy i odbudowania wzajemnego zaufania. Zarówno Hitler w przeszłości, jak i Putin obecnie stwierdzili, że chcieli „otwartych i uczciwych, a także równoprawnych relacji” z sąsiadami. Obaj nie dostrzegali woli takiej współpracy z drugiej strony.
Hitler, jak i Putin przekonywali, że musieli zareagować, wszczynając pewne działania wobec sąsiada z powodu „permanentnego kryzysu i panujących warunków, przypominających stan wojny domowej”. Obaj tłumaczyli agresję koniecznością uspokojenia sytuacji tuż za granicą.
Obaj mówili też o konieczności wszczęcia represji wobec „wrogich elementów”. Obaj ubolewali nad cierpiącymi mieszkańcami. – Nie mogliśmy opuścić Krymu i jego mieszkańców, znajdujących się w niebezpieczeństwie – przekonywał Putin. – Nie mogliśmy pozostać obojętni wobec tych, którzy cierpieli najbardziej – mówił Hitler.