Ulica Chocimska w Warszawie, siedziba Prokuratury Okręgowej. To właśnie tam 21 stycznia br. zeznania złożył K., znany i wpływowy współpracownik czołowych polityków PO. Z ustaleń „Gazety Polskiej” wynika, że ujawnił on śledczym, w jaki sposób w 2011 r. KGHM miał finansować kampanię Zdzisława Gawlika, wiceministra skarbu, kandydującego wówczas z listy PO do senatu. – Takie zeznania zostały złożone i na początku lutego przesłane do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ, która ma miesiąc na podjęcie decyzji o ewentualnym wszczęciu śledztwa lub jego odmowie – mówi „GP” Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
To nie pierwsze zawiadomienie związane z tą sprawą. Prokuraturę Rejonową w Lubinie, w październiku 2014 r., o podejrzeniu rozpowszechniania nieprawdziwych informacji na temat finansowania kampanii Gawlika zawiadomił… KGHM.
Peleryna i maska
O rzekomych nieprawidłowości przy finansowaniu kampanii Gawlika było głośno już od czterech miesięcy. Wówczas informacje na ten temat zaczęły trafiać do niektórych dziennikarzy i polityków. Część z nich została opublikowana w internecie, a także na specjalnie założonym do nagłośnienia tej sprawy, fikcyjnym profilu na Facebooku. Z kolei przed Ministerstwem Skarbu Państwa stanął billboard informujący o rzekomo niejasnych relacjach między Gawlikiem a KGHM.
Portal Natemat.pl sugerował, że cała sprawa może być elementem czarnego piaru wymierzonego w wiceministra skarbu.
W tym czasie anonimowe zawiadomienia w tej sprawie wpłynęły do Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Ostatecznie sprawa wylądowała w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ, która zleciła policji wykonanie czynności sprawdzających.
W imieniu zawiadamiającego występował jeden ze stołecznych adwokatów. Z ustaleń „GP” wynika, że jako materiał dowodowy przekazał on m.in. nagranie rozmowy, do jakiej w drugiej połowie ubiegłego roku doszło w jednym z pokoi Regent Warsaw Hotel (dawny hotel Hyatt). To spotkanie przebranego w maskę K. – głównego świadka w sprawie – opowiadającego o kulisach wydarzeń Michałowi Krzymowskiemu, dziennikarzowi „Newsweeka”. W materiale, jaki trafił do prokuratury, są jednak zmodulowane głosy. Krzymowski artykułu na ten temat nie napisał. – Trudno traktować poważnie człowieka, który przychodzi na spotkanie w pelerynie, masce i kapturze, nie przedstawia się i – co najważniejsze – odmawia pokazania dowodów, a nawet nie chce podać nazwiska kluczowego świadka w sprawie – stwierdził dziennikarz „Newsweeka”.
Był przelew czy nie?
Prokuratura Rejonowa 29 stycznia br. podjęła decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa. Powód? Nieustalenie personaliów osoby zawiadamiającej. – Podjęto w tej sprawie wiele działań, ale ostatecznie to się nie udało. Z kolei prawnik reprezentujący zawiadamiającego zdecydował, że jego klient może złożyć zeznania tylko w prokuraturze okręgowej. Tymczasem anonimowe zawiadomienia są zawsze przekazywane do rejonu – tłumaczy prokurator Nowak.
Zawiadamiający ujawnił się jednak kilka dni przed decyzją prokuratury rejonowej. 21 stycznia br. złożył zeznania w tej sprawie w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Na początku lutego przekazano je do tej samej prokuratury rejonowej, która odmówiła wszczęcia w tej sprawie śledztwa. – Teraz ta prokuratura będzie musiała podjąć decyzję, czy te zeznania są wystarczającą przesłanką do rozpoczęcia dochodzenia – mówi prokurator Nowak.
Co zeznał K.? Według niego kluczową postacią w całej sprawie jest Monika Sz., współpracowniczka wiceministra Gawlika, pracująca w jego sztabie wyborczym. Zeznał on, że kobieta podczas trwania kampanii wyborczej miała otrzymać z KGHM lub spółek zależnych wynagrodzenie w wysokości 20 tys. zł za przygotowanie raportu. K. twierdzi, że umowa była fikcyjna, a pieniądze miały trafić na kampanię wyborczą Gawlika. Zeznał również, że w okresie sierpień–wrzesień 2011 r. w hotelu Marriott przy lotnisku Okęcie w Warszawie doszło do spotkania, w którym oprócz niego i Moniki Sz. mieli także uczestniczyć prezes KGHM Herbert Wirth oraz dyrektor miedziowego giganta Artur Król. K. powiedział śledczym, że tematem rozmowy miało być podpisanie z Sz. kolejnych umów na raporty, opiewających na ok. 100 tys. zł. Także te pieniądze – według świadka – miały zasilić kampanię wyborczą wiceministra skarbu. Z jego zeznań wynika jednak, że żadne umowy nie zostały podpisane, a Sz. trafiła później do rady nadzorczej jednej ze spółek zależnych od KGHM.
KGHM: To pomówienia
Na pojawiające się już w ubiegłym roku doniesienia o rzekomych nieprawidłowościach przy finansowaniu kampanii Gawlika zareagował KGHM. 6 października 2014 r. skierował do Prokuratury Rejonowej w Lubinie zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa z art. 212 (pomówienie) i art. 235 (tworzenie fałszywych dowodów). „Z uwagi na toczące się postępowanie, do czasu jego prawomocnego zakończenia Spółka nie będzie komentować sprawy ani odpowiadać na pytania z nią związane” – stwierdziła w piśmie do „GP” Anna Osadczuk z biura prasowego miedziowego giganta. Zaprzeczyła, aby Monika Sz. wykonywała jakiekolwiek prace na rzecz spółek z grupy kapitałowej KGHM. „Jednocześnie Spółka stanowczo odrzuca wszelkie pomówienia, iż podczas spotkań przedstawicieli zarządu i kierownictwa KGHM Polska Miedź SA mogło dojść do niestosownych działań” – czytamy w piśmie.
Gawlika wspierała rodzina
Z pytaniami dotyczącymi treści zeznań złożonych przez K. „GP” zwróciła się do wiceministra Gawlika. „W kampanii wyborczej Pana Wiceministra Zdzisława Gawlika wspierali przede wszystkim członkowie jego rodziny. Środki finansowe, którymi dysponował na kampanię, pochodziły przede wszystkim z wpłat od niego i jego żony” – stwierdziło biuro prasowe resortu skarbu. Z kolei na pytania dotyczące okoliczności, w jakich Monika Sz. została członkiem rady nadzorczej spółki zależnej od KGHM, biuro odpowiedziało krótko: „W Krajowym Rejestrze Sądowym publicznie dostępne są informacje o składzie Rady Nadzorczej KGHM Polska Miedź SA, jak i spółek z Grupy Kapitałowej KGHM. Powołanie członków rad nadzorczych następuje każdorazowo zgodnie z trybem przewidzianym w Kodeksie Spółek Handlowych oraz odpowiednich statutów lub umów spółek”.
Sama Monika Sz., pytana o okoliczności wejścia do Rady Nadzorczej jednej ze spółek zależnych KGHM, napisała w e-mailu: „Dowiedziałam się, że prowadzona jest rekrutacja do Rady Nadzorczej. Mam ukończony m.in. kurs z analizy sprawozdań finansowych spółek giełdowych na UW, zgłosiłam swoją kandydaturę, została ona zaakceptowana i pracowałam w RN na przełomie 2012/2013”.
Kobieta zaprzeczyła, jakoby w okresie trwania kampanii przygotowała raport na zlecenie KGHM lub którejkolwiek ze spółek zależnych i otrzymywała stamtąd jakieś pieniądze. Stwierdziła również, że nie było żadnego spotkaniu w hotelu Marriott przy lotnisku Okęcie.