Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Prokuratura ma dwóch świadków: złodzieja i oszusta. A oni obrzucają się błotem

Coraz ciekawiej robi się podczas procesów z udziałem słynnych w Poznaniu świadków Krzysztofa W., ps. „Kanada” (miał pomóc w rozbiciu band gangsterów) i Tomasza M.

Autor:

Coraz ciekawiej robi się podczas procesów z udziałem słynnych w Poznaniu świadków Krzysztofa W., ps. „Kanada” (miał pomóc w rozbiciu band gangsterów) i Tomasza M. (zdradził kulisy  wyłudzeń gigantycznych kredytów). Ich zeznania rzekomo były spójne, wiarygodne, w pewnych wątkach uzupełniające się. Tymczasem – podczas niedawnej rozprawy – ten drugi powiedział o pierwszym: „powinien być skazany za fałszywe zeznania”. A ten pierwszy zarzuca drugiemu kłamstwo.
 
Przez ostatnie półtora roku reporter "Gazety Polskiej" i portalu niezalezna.pl kilka razy spotkał się z Krzysztofem W., który od lat przebywa w poznańskim Areszcie Śledczym. Rozmowy ze złodziejem samochodów (synem byłego policjanta) w sumie trwały około sześciu godzin. O pewnych wątkach poruszanych przez „Kanadę” – zwłaszcza o okolicznościach współpracy w śledztwie z funkcjonariuszami Biura Spraw Wewnętrznych – pisaliśmy wcześniej.

Pierwszy tekst, w którym opisaliśmy sensacyjne zeznania Krzysztofa W., ukazał się na łamach "Gazety Polskiej" we wrześniu 2013 r. - TUTAJ WIĘCEJ
 
Sędziowie zaniepokojeni opowieściami "Kanady" powiadomili prokuraturę, że rewelacje Krzysztofa W. należy zweryfikować. Efekt śledztw był mizerny. Jedno z nich umorzono, choć nie przesłuchano ważnych świadków (TUTAJ WIĘCEJ), drugie rzekomo cały czas jest w toku, choć decyzja o umorzeniu także zapadła, ale została zaskarżona.

Podczas rozmów Krzysztof W. poruszał dziesiątki wątków. Nierzadko opowiadał o niewyjaśnionych zabójstwach. Chociażby dziennikarza Jarosława Ziętary, syna bankiera, czy gangstera o pseudonimie "Twardziel", który zniknął wiele lat temu i do dziś nie wiadomo co się z nim stało. Na ile opowieści "Kanady" są wiarygodne - trudno ocenić, ale pewne okoliczności ws. Ziętary potwierdziły się. On jako pierwszy powiedział nam, że prokuratura w Krakowie powinna zainteresować się byłym senatorem Aleksandrem G.

"Kanada" kilka razy wspomniał w rozmowach z nami również o Tomaszu M., niedoszłym prawniku, który także był bardzo ważnym świadkiem w śledztwach nadzorowanych przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wielkopolskim, a dotyczących zorganizowanej przestępczości w Poznaniu. Tomasz M. zeznawał przede wszystkim o gospodarczych przekrętach. Sam zresztą ma wiele na sumieniu - przez lata dokonywał oszustw, ze wspólnikami wyłudzał z banków kredyty na ogromne sumy, szajka składała się z wielu osób. Gdy wpadł, poszedł na współpracę z wymiarem sprawiedliwości i zaczął sypać wspólników.
 
Na rozmowę z Tomaszem M. nasz reporter nie miał szans, bo mężczyzna objęty jest programem ochrony świadków, nad jego bezpieczeństwem czuwa Centralne Biuro Śledcze, a miejsce pobytu jest oczywiście nieznane. A pytań mielibyśmy długą listę. Zwłaszcza po spotkaniach z „Kanadą”, który sporo opowiadał o swoim – jak go dotychczas nazywał – „przyjacielu”. Równocześnie nie chciał zdradzać zbyt wiele szczegółów, bo: „Tomek to mój kolega i nie chcę mu zaszkodzić”

Dlatego tak istotne było niedawne przesłuchanie Tomasz M. w procesie przed poznańskim sądem, a dotyczącym oszustw bankowych. Rozprawa odbyła się w połowie stycznia, jej otoczka była niemalże filmowa… Podjęto szczególne środki bezpieczeństwa, posiedzenie wyznaczono popołudniu, aby nikt postronny nie zagrażał tak ważnemu świadkowi, pojawili się uzbrojeni antyterroryści. Z relacji osób obecnych na sali rozpraw, Tomasz M. był spokojny, pewny siebie, momentami nawet arogancki. Udało nam się poznać treść zeznań. Mówił nie tylko o popełnionych przestępstwach, działalności oskarżonych, czy znajomości z „Kanadą”. Okazało się również, że jest czytelnikiem…portalu niezalezna.pl!!!!

Chcąc uniknąć zarzutów o manipulację, czy choćby nadinterpretację, posłużymy się cytatami.
 
„Kanada” twierdzi, że przez wiele miesięcy (mówił nawet o roku) przebywali w jednej celi w areszcie w Szamotułach. I w tym czasie rzekomo mieli uzgadniać treść niektórych zeznań. Także ich nieprawdziwych wersji. Tomasz M. kategorycznie temu zaprzecza.

Jak już wspomnieliśmy, „Kanada” dotychczas uważał Tomasza M. za człowieka, z którym wspólnie wiele przeszli i są co najmniej dobrymi kolegami. Wypowiadał się o nim raczej pozytywnie, opowiadał, że próbują utrzymywać kontakt, itp. itd. A co o Krzysztofie W. myśli jego rzekomy przyjaciel? Choćby komentując jego rewelacje o zabójstwie w jednym ze znanych pubów.
"Wydaje mi się, że Krzysztof W. powinien w takim układzie zostać skazany za składanie fałszywych zeznań" - stwierdził.
 
Nigdy w życiu nie układałem z tym człowiekiem żadnych zeznań
– stwierdził Tomasz M., który najwyraźniej odżegnuje się od bliższej znajomości z „Kanadą”. Mówi jedynie o sporadycznych spotkaniach „na wolności”. Wprawdzie przyznał, że siedzieli razem w celi, ale nie dyskutowali o śledztwach ze swoim udziałem. „Najczęściej były to rozmowy czysto towarzyskie”. 
 
Gdy jeden z obrońców zacytował zeznania Krzysztofa W. o dostarczaniu do celi materiałów operacyjnych policji, odpowiedź Tomasza M. była wręcz arogancka.
- Co ja na to? Odpowiadam, a ja na to jak na lato – stanowczo zaprzeczył, aby otrzymywał jakiekolwiek dokumenty do funkcjonariuszy BSW, czy prokuratorów. Twierdzi też, że wysłał „do jednej z gazet” sprostowanie w tej sprawie. Domyślamy się, że chodzi o naszą redakcję, bo jako jedyni cytowaliśmy "Kanadę", który o tym opowiadał. I jest pewien problem. Nie pisaliśmy ani o BSW, ani o prokuraturze. Mowa była o Centralnym Biurze Śledczym. To Tomasz M. potwierdza: „Owszem, posiadałem tajne dokumenty, ale zostały one odtajnione decyzją Komendanta Głównego. Otrzymałem kserokopię od funkcjonariusza CBŚ, który prowadził postępowania w sprawie mojego uprowadzenia”. 
 
Tomasz M. porusza też temat równie ciekawy, co niepokojący.
„Wydaje mi się, że W. takie rzeczy opowiada, bo w tej chwili panowie składają mu się na paczki. Nie dziwię się W., że jest rozgoryczony, nie dziwię się też, że robi pewne rzeczy. Może za smażonego kurczaka lub telewizor jest w stanie zmienić swoje zeznania” - najwyraźniej oszust nie ma dobrej opinii o złodzieju samochodów.
 
To bardzo poważne oskarżenie. Kim są „ci panowie”? „Kanada” zmienia zeznania za jakieś gratyfikacje? Jeśli Tomasz M. co wie, dlaczego nic nie powiedział wcześniej. Przecież na co dzień przebywa razem z funkcjonariuszami CBŚ. Aż zdumiewa, że ten wątek nie był drążony przez sędziego czy prokuratora.
 
W zeznaniach Tomasza M. pojawiła się również nazwa naszego portalu, okazało się, że zna wcześniejsze publikacje związane z „Kanadą” i jego opowieściami. „Ja te rzeczy czytam na portalu niezalezna.pl” – przyznał.
 
W miniony czwartek i piątek Krzysztof W. zatelefonował do dziennikarza niezalezna.pl. Dowiedział się o treści zeznań Tomasza M. Nie ukrywał złości. Zapowiedział, że zwróci się do dyrekcji aresztu w Szamotułach, aby podała dokładne daty kiedy razem siedzieli w jednej celi.
- I teraz będę zeznawał o tym co się w niej działo - stwierdził.

Szykując tę publikację nasz reporter odsłuchał nagrania godzin rozmów z "Kanadą". Podczas jednej z nich Krzysztof W. opowiadał jak konfabulował o niektórych przestępstwach, a policjanci później stawiali zarzuty różnym osobom. Ten wątek niby pojawia się często, ale pewien cytat jest szczególnie bulwersujący.
"Śmialiśmy się z oskarżonych, którzy jak słyszeli (zarzuty - dop. red.) to robili oczy jak sokoły" - kpił.
 
Im więcej poznajemy szczegółów tej bulwersującej historii, tym zdumienie jeszcze coraz większe. I także "mamy oczy jak sokoły".
 
PS. Skoro Tomasz M. jest czytelnikiem niezalezna.pl, to namawiamy do kontaktu z naszym reporterem. Byłoby o czym porozmawiać.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska