W czerwcu, podczas rutynowej kontroli u 21-letniego Armina H. znaleziono marihuanę - podaje fakt.pl: "usłyszał zarzuty nie tylko posiadania, ale i udostępniania narkotyków innej osobie. I co? I nic! Po wielu miesiącach śledztwa prokuratura uznała, że sprawa powinna zostać warunkowo umorzona!".
Tabloid podaje inne ciekawe okoliczności sprawy syna Andrzeja Halickiego, obecnie ministra administracji i cyfryzacji. Odstąpiono między innymi od przeszukania mieszkania Armina H., co uniemożliwiało sprawdzenie, czy np. może posiadać większe ilości narkotyku. Powód? Jednym z lokatorów był Andrzej Halicki, wówczas poseł Platformy Obywatelskiej.
"Po półrocznym śledztwie, prokuratura zdecydowała o odpuszczeniu synowi Halickiego" - pisze fakt.pl, podkreślając, że syn ministra przyznał się do winy, ale nie wskazał dilera, od którego kupił marihuanę.
Co było powodem tak łagodnego potraktowania syna polityka. Prokurator Jolanta Wrońska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Piasecznie, tłumaczy wniosek o warunkowe umorzenie postępowania na 2 lata, "dobrym rokowaniem" oraz faktem, że Armin H. nie był wcześniej karany.
Taka wyrozumiałość prokuratury, która nawet nie kieruje aktu oskarżenia do sądu i jemu pozostawia decyzję o karze, zdumiewa internautów. Tym bardziej że najczęściej w podobnych sprawach zapadają wyroki skazujące. W wielu komentarzach pojawia się hasło "równi i równiejsi". Trudno się nie zgodzić.
