- Zasłanianie się niepamięcią z punktu widzenia interesów osobistych i szerszych, które reprezentuje prezydent - mianowicie byłe środowisko Wojskowych Służb Informacyjnych - jest dla mnie rzeczą jak najbardziej naturalną. Nie spodziewałem się niczego więcej - powiedział Piotr Woyciechowski.
NASZA RELACJA Z PRZESŁUCHANIA BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO
Nasz rozmówca przypomina, że oskarżony Aleksander L. po raz pierwszy przybył do ówczesnego posła parlamentu polskiego Bronisława Komorowskiego, kiedy ten nie był jeszcze marszałkiem Sejmu RP.
- Już wtedy nastąpiło zapewne zażegnięcie wspólnego interesu, na celu którego miała być kompromitacja komisji weryfikacyjnej i ich przewodniczącego – mówi nam Woyciechowski.
Według eksperta do spraw służb specjalnych trudno będzie wytłumaczyć opinii publicznej, dlaczego obaj byli oficerowie WSI, którzy byli filarami całej operacji propagandowo-śledczej skierowanej przeciw komisji weryfikacyjnej i likwidacyjnej WSI, przybyli i oparli się na autorytecie i możliwościach politycznych Bronisława Komorowskiego.
- Oczywiście jest to w dużej części wytłumaczalne ze względu na fakt, że była to jedyna osoba pochodząca z nurtu solidarnościowego i niepodległościowego, która głosowała przeciwko rozwiązaniu WSI. Drugim wytłumaczeniem jest to, że w początkowym okresie jego kariery politycznej i urzędniczej w resorcie Obrony Narodowej oparł się i otoczył właśnie ludźmi dawnego systemu. Wydaje się rzeczą jasną, a jedynie potrzebującą potwierdzenia i uprawdopodobnienia w sposób procesowy, czy inspiracja wykorzystania osoby Bronisława Komorowskiego, później marszałka Sejmu RP ma źródła w środowisku tylko i wyłącznie Wojskowych Służb Informacyjnych, czy tez szerzej – poza granicami kraju o kierunku Federacji Rosyjskiej – powiedział nam Piotr Woyciechowski.