– Kijów, oczywiście, również może był celem dla rosyjskich terrorystów, jednak wydaje mi się, że to będzie następny krok. Trochę późniejszy. Celem zamachów terrorystycznych w ukraińskich miastach jest ustanowienie rosyjskiej kontroli nad Ukrainą. Celem każdego zamachu jest zastraszenie, stworzenie nerwowej atmosfery, poczucia niestabilności, podtrzymanie niezadowolenia obywateli w stosunku do władz, destabilizacja sytuacji politycznej, wojennej i bezpieczeństwa – powiedział Iłłarionow w rozmowie z portalem gordon.ua.
Jak z kolei wyjaśnił Wasyl Wowk, szew Głównego Urzędu Śledczego Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Charków znalazł się na liście terrorystów, bowiem jest dużym miastem, położonym najbliżej tzw. Republik Ludowych w Doniecku i Ługańsku. – W Charkowie panują niejednoznaczne nastroje i tam trzeba było zrobić dużo, aby nie powtórzyły się scenariusze DRL oraz ŁRL. Tym bardziej, że Charków to duże miasto, gdzie można chować i schować się – stwierdził Wowk. Z jego słów, sytuację w kraju pogarsza duża liczba nielegalnej broni, która znajduje się w rękach ludności na Ukrainie. Tylko w Kijowie liczba nielegalnej broni zwiększyła się w porównaniu z początkiem roku o cztery razy.
W związku z istniejącym zagrożenie, szef SBU Wałentyn Naływajczenko zwrócił się do Ukraińców, aby uważniej obserwowali podejrzanych ludzi i rzeczy. Lecz w przypadku zauważonego zagrożenia, informowali o tym służby. – Na przykład, można to zrobić za pośrednictwem poczty internetowej. Nasze telefony alarmowe działają przez całą dobę, grupy specjalne są w pogotowiu. Prowadzimy również kontrolę nad tym, aby ani sabotażyści, ani najemnicy, nie mogli opuścić czasowo okupowanych terenów Ukrainy – mówił Naliwajczenko. Jak dodał, w ciągu trzech ostatnich tygodni na Ukrainie zatrzymano ponad sto osób, które przygotowywały zamachy.