– Zabezpieczenie marszów i uroczystości, które odbyły się 11 listopada, oceniam pozytywnie – mówiła podczas spotkania z dziennikarzami Teresa Piotrowska. Szefowa MSW podziękowała również „wszystkim funkcjonariuszom, którzy brali udział w zabezpieczeniach”. – Postawa policjantów rannych w zajściach w Warszawie jest budująca – dodawał minister i zapowiedziała, że „każdy, kto podnosi rękę na funkcjonariusza na służbie, poniesie konsekwencje”.
Również Komendant Główny Policji Marek Działoszyński pozytywnie ocenił pracę funkcjonariuszy. – Skala incydentów byłaby wyższa, gdyby nie działania, które podejmowaliśmy jeszcze przed 11 listopada – oświadczył.
Z kolei Komendant Stołeczny Policji Michał Domaradzki podkreślił, że „policjanci działali w sposób zdecydowany i dynamiczny”.
Niestety, ani minister, ani szefom policji, nie udało się zatrzeć złego wrażenia oraz wątpliwości, które pojawiły się po burdach w stolicy. Już wczoraj były policjant i policyjny negocjator Dariusz Loranty zwracał uwagę na wiele nieprawidłowości podczas akcji policji.
– Po raz kolejny mamy do czynienia z sytuacją, że przytrzymuje się podchód marszu. To zawsze wywołuje bardzo niebezpieczne nastroje w tak dużej grupie ludzi. Napięcie jest tym silniejsze, gdy – tak jak to miało miejsce na moście – zablokowane są boki – podkreślił Loranty na antenie TVP Info.
Dodawał, że działania policji w czasie marszu, to „albo poważny błąd, albo celowe zaniechanie”. Jak zauważał, „od czterech lat mamy dowody, które jasno pokazują, że sztabowcy nie potrafią przewidzieć możliwych zagrożeń”.
Po zamieszkach Teresa Piotrowska, Marek Działoszyński i Michał Domaradzki odwiedzili policjantów, którzy odnieśli obrażenia podczas zamieszek na Marszu Niepodległości. W czasie wizyty w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSW w Warszawie i Wojskowym Instytucie Medycznym, szefowa MSW oraz komendanci podziękowali policjantom za ofiarną służbę.
Obrażenia odniosło 51 funkcjonariuszy, z czego do szpitali zostało przewiezionych 44; 11 z nich hospitalizowano.