Na konferencji prasowej – tuż po ogłoszeniu, że został szefem Rady Europejskiej – Tusk zarzekał się, że doszlifuje swój angielski. „I will polish my English” – obiecywał. „Malta Independent” informuje, że były polski premier właśnie rozpoczął dokształcanie. Na Malcie i nie za swoje pieniądze.
Gazeta podaje, że UE przeznacza 21 tys. euro na dokształcanie swoich nowych urzędników wysokiego szczebla. Dostają pieniądze na naukę języka obcego, pod warunkiem, że będą się uczyć przez pięć godzin dziennie. „MI” podkreśla jednocześnie, że „angielski Tuska jest niepewny, francuski – nie istnieje”.
Po tym, jak polskie media zacytowały informację „Malta Independent”, na Twitterze postanowił odnieść się do niej Tusk. „Niestety nie jestem na Malcie. Przygotowuję się do mojej pierwszej Rady w Warszawie. Językowo i merytorycznie. Nie korzystam ze środków UE” – napisał były premier. Nie dodał niestety, czy się tam po nauki wybiera.

Problemy z językiem obcym, choć zupełnie innej natury, ma również następczyni Tuska.
Ewa Kopacz wybrała się w swoją pierwszą podróż zagraniczną jako premier. Jej celem była Bruksela, gdzie spotkała się z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem oraz szefem Parlamentu Europejskiego Martinem Schulzem.
Kiedy na wspólnej konferencji Schulz i Kopacz zaczęli się komplementować, premier Polski tak się rozpędziła, że Schulz musiał ją przystopować, ponieważ zapomniała o robieniu odpowiednich przerw dla tłumacza, który przekładał wypowiedzi polityków.
Wygląda na to, że Kopacz do rozmów z tłumaczem jest całkowicie nieprzyzwyczajona. Nawet gazeta.pl zauważyła, iż również później zdarzało jej się przerywać swoje wystąpienie w niefortunnych miejscach.
Najwyraźniej będziemy świadkami jeszcze wielu jezykowych przygód Ewy Kopacz i Donalda Tuska. Warto przy tym pamiętać, że jedna z tych osób jest premierem dużego europejskiego kraju, a druga reprezentuje jedną z europejskch instytucji i została przez swoje otoczenie obwołana „królem Europy”.