Podczas sejmowej debaty po expose Ewy Kopacz, poseł PiS Anna Zalewska przypomniała skandaliczne zachowanie tuż po katastrofie smoleńskiej, ówczesnej minister zdrowia.
- W Smoleńsku reprezentowała pani rząd i Sejm. Okazało się, że nie tylko nie wypełniła pani swoich zadań, ale po prostu kłamała. Polscy lekarze nie uczestniczyli w sekcjach zwłok, a ich wyniki były fałszowane; nie przekopano ziemi na głębokość jednego metra; nie było podstaw do zakazu otwierania trumien. Tej przeszłości zmienić pani nie można; to po prostu moralna dyskwalifikacja - powiedziała w Sejmie poseł Zalewska.
Te słowa musiały zaboleć, bo Ewa Kopacz odniosła się do nich, goszcząc w studio TVN24. Podczas programu "Kropka nad i" w demagogii przekroczyła jednak granicę jakiejkolwiek przyzwoitości.
- Ja mam zdecydowanie większe prawo moralne do tego, żeby mówić o tym co tam było, niż ci, którzy ze Smoleńska udawali się do Warszawy, żeby uprawiać politykę na tym nieszczęściu - powiedziała Kopacz w audycji Moniki Olejnik. Premier dodała również, że jej słowa "w swojej mądrości" powinien rozważyć prezes PiS Jarosław Kaczyński.
O smoleńskich kłamstwach Ewy Kopacz pisaliśmy wielokrotnie. Poseł Zalewska streściła je dokładnie w sejmowym wystąpieniu. Kopacz nigdy jednoznacznie nie przeprosiła. A teraz ma czelność mówić o "prawie moralnym" do mówienia o tragedii z 10 kwietnia 2010 r.