Biedroń oskarżony był o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta. Politykowi Twojego Ruchu groziła za to grzywna i do roku ograniczenia wolności lub do roku więzienia.
Jak podawały media, Biedroń uczestniczący w akcji blokowania Marszu Niepodległości w 2010 roku, miał wtedy być wśród osób, które rzucały kamieniami i racami w stronę legalnego marszu narodowców. Do akcji wkroczyła policja rozdzielając obie grupy.
Z zeznań interweniujących policjantów wynika, że Biedroń najpierw chwycił jednego z policjantów (sierż. Tomasza B.) i próbował mu wyrwać pałkę, a potem uderzył go w twarz. Biedroń twierdził natomiast, że tamtego dnia sam został pobity przez policję.
Policjant zeznający w charakterze świadka w procach odnoszących się do wydarzeń z 11 listopada 2010 roku dwukrotnie zmieniał w sądzie zeznania.
Najpierw policjant Paweł W., który - jak twierdzi - był w kordonie funkcjonariuszy obok sierżanta Tomasza B. - zapewniał, że widział, jak Biedroń uderza policjanta.
Co ciekawe Paweł W. zeznając w procesie, w którym oskarżony jest Biedroń, całkowicie zmienił zeznania. Przesłuchanie zakończyło się stwierdzeniem sędziego, że świadek zeznaje „na granicy fałszywych zeznań” i wnioskiem prokuratora o powołaniu biegłego psychologa, który miałby ocenić, czy policjant konfabuluje w sposób niezamierzony, czy świadomie kłamie.
Sędzia w procesie, w którym oskarżonym był Robert Biedroń oznajmił, że prokuratura nie wykazała winy posła.
– Aby stwierdzić przestępstwo naruszenia nietykalności niezbędne jest udowodnienie zamiaru bądź bezpośredniego, bądź ewentualnego. Sprawca musi zatem chcieć popełnić taki czyn, ewentualnie przewidywać możliwość jego popełnienia i dążyć do tego, godzić się z tym – tłumaczył sędzia Marek Krysztofiuk w ustnym uzasadnieniu. Wyrok nie jest prawomocny, prokuratura nie wykluczyła złożenia apelacji.