Jeszcze niedawno Bogdan Zdrojewski mówił, że "liczba błędów jakie popełniono w centrum miasta, przekroczyła masę krytyczną" i dał do zrozumienia, że władze miasta i prezydent swoją polityką niszczą wrocławski Rynek.
Portal pisze, że "słowa te nie spodobały się we wrocławskim ratuszu. Zdrojewski nie rozumie dlaczego każdą krytykę władze miasta odbierają jak atak i unikają merytorycznej rozmowy na temat przyszłości miasta". Senator Jarosław Obremski, bliski współpracownik Dutkiewicza, nie szczędził gprzkich słów: "Bogdan Zdrojewski może dla wielu uchodzić za szczęściarza. Uzyskał pięć lat spokoju, duże pieniądze, ponosi niewielką odpowiedzialność. Po co więc ocierający się o małość konflikt z Rafałem Dutkiewiczem? Wykluczam tu troskę o miasto. Trudno przyjąć, aby Zdrojewski nie pamiętał, co sam robił, a co teraz zarzuca Dutkiewiczowi".
Obremski nazwał Zdrojewskiego „zapchajdziurą” platformy i dodał, że wysłanie go do Brukseli było wygodnym rozwiązaniem dla premiera, który nigdy za nim nie przepadał.
Bogdan Zdrojewski więc zamilkł. Gazetawroclawska.pl pisze, że "z dobrze poinformowanego źródła, blisko Donalda Tuska, wiemy, że premier na spotkaniu z dolnośląskimi działaczami PO poprosił Barbarę Zdrojewską, przewodniczącą sejmiku i żonę europosła o to, żeby przekonała męża o zmianę w działaniu". - Premier powiedział, żeby Barbara Zdrojewska przekonała Bogdana, że lepiej dla partii i dla niego byłoby, gdyby kontynuował to co robił przez ostatnie lata, czyli łagodził wewnętrzne napięcia, a nie je podsycał - słyszymy od współpracownika Donalda Tuska.
Sam Bogdan Zdrojewski milczy.