"Polityka" ma ostatnio kiepskie dni. Najpierw obiektem kpin stał się tekst, w którym piętnowano... nierzetelne dziennikarstwo i dostało się przede wszystkim tabloidom. Ale "Polityka" dała ogromną plamę pisząc o rozwodzie Kazimierza Marcinkiewicza z Isabel. Od razu musieli zamieścić sprostowanie i przeprosiny.
Z kolei "Super Express" zwrócił uwagę na inne zaskakujące tezy "Polityki". Jej autorzy dostrzegli, że Kasia Tusk jest jedną z najlepiej zarabiających blogerek. Jej stronę miesięcznie odwiedza ponad 800 tys. użytkowników, co przynosi - jak podaje „Polityka” - od 50 do 100 tys. zł dochodu. Miesięcznie! Mało kto, może pochwalić się takimi zarobkami.
Teraz zaczyna się najciekawsze. Dziennikarz zauważa, że zarobki Tuskówny są kilka razy większe niż Tuska Donalda, czyli jej ojca. I teraz hit - autor tekstu dochodzi do wniosku, że… „rodzinne powiązania nie mają tu żadnego znaczenia”.
- Popularność niekoniecznie zawdzięcza ojcu. Wiele jej czytelniczek może nawet nie wiedzieć, kto obecnie jest premierem – kończy dziennikarz z wyjątkowym poczuciem humoru.
To ostatnie zdanie jest świetne. Ile razy to czytamy, cały czas tak samo bawi.