Po uwolnieniu dziennikarz opisał swe doświadczenia w liście do swojej byłej uczelni, katolickiego uniwersytetu Marquette. Foley przyznał, że w więzieniu najbardziej żal mu było jego matki. Chciał z nią nawiązać kontakt i wtedy zaczął się modlić, tak jak ona, czyli różańcem odmawianym na głos z uwięzioną wraz z nim dziennikarką. Było to dla mnie umocnieniem, bo zamiast milczeć, wyznawałem mą słabość i nadzieję, rozmawiałem z Bogiem – napisał amerykański dziennikarz.
Podkreślił też, że właśnie dzięki tej modlitwie już w więzieniu uzyskał wewnętrzną wolność.
Polecamy: Wideo z egzekucji dziennikarza Jamesa Foleya jest autentyczne