Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow proponował nawet, aby wysłać rosyjskich „mirotworców” (tak brzmi potoczna rosyjska nazwa żołnierzy sił pokojowych) na miejsce katastrofy malezyjskiego boeinga. Pojawiły się też obawy, iż Rosja zdecyduje się wkroczyć zbrojnie na Ukrainę pod pozorem „misji pokojowej”. Oficjalnie mówi o tym NATO. Żołnierze z oznaczeniami rosyjskich sił pokojowych znajdują się w obwodzie rostowskim przy granicy z Ukrainą – informuje TVN24.pl.
15. Samodzielna Brygada Zmotoryzowana, nazywana jest też „Brygadą Pokojową”. Jednostka jest podporządkowana Centralnemu Okręgowi Wojskowemu i stacjonuje opodal Samary. Ma zadanie dostarczać żołnierzy i sprzętu na różne „misje pokojowe”. Nie jest wysyłana na nie jako zwarty oddział, ale w zależności od potrzeb są z niej „wyjmowane” różne części i wysyłane tam, gdzie każe Kreml. 15. Brygada liczy około 4,5 tysiąca żołnierzy, kilkadziesiąt czołgów, około stu transporterów opancerzonych oraz różny sprzęt wsparcia w postaci artylerii, obrony przeciwlotniczej czy inżynierów. Pod koniec czerwca brała udział w dużych „nagłych” ćwiczeniach zarządzonych przez Kreml.
To co odróżnia 15. Brygadę od innych podobnych jednostek w rosyjskich siłach zbrojnych, to charakterystyczne malowanie. Żołnierze na hełmach mają naniesiony niebieski pas z żółtymi literami cyrylicy MC, czyli skrót od „siły pokojowe” ("mirotworczeskie siły"). Podobne oznaczenia mają na mundurach i pojazdach. Rosjanie nie malują jednak całych wozów opancerzonych na niebiesko, ale zostawiają je w wojskowym kamuflażu.
Rosyjskie ministerstwo obrony deklaruje, iż misje pokojowe są jednym z najważniejszych zadań sił zbrojnych. Rola tego typu działań ma „rosnąć”. "Reforma sił zbrojnych zakłada zwiększoną gotowość naszych jednostek do udziału w międzynarodowych misjach pokojowych. Zarówno w celu utrzymywania pokoju w rejonach konfliktów, jak i ochrony interesów Rosji oraz życia jej obywateli" – brzmi deklaracja na stronie rosyjskiego MON. Druga część tego cytatu jest znamienna. Rosyjskie siły pokojowe mają dbać nie tylko o pokój, ale również o niezdefiniowane interesy ojczyzny.
Ukraińskie siły rządowe stopniowo przypierają separatystów do ściany, a w Rosji trwa nagłaśnianie skali katastrofy humanitarnej na obszarze walk i oskarżanie Ukraińców o zbrodnie wojenne. Gdyby Kreml zdecydował się na najostrzejszą formę działania, czyli zbrojne wtargnięcia na wschodnią Ukrainę, najpewniej nazwałaby to „interwencją humanitarną”. Na czele szli by „mirotworcy” wspierani z tyłu przez regularną armię, która reagowałaby gdyby „siły pokojowe” dostałyby się pod ogień - informuej TVN24.pl.