- Niewątpliwie orzeczenie sądowe nakazujące wznowienie postępowania w wątku cywilnym prowadzonym przez warszawską Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga stanowi pewien przełom. Dlatego, że sąd bardzo wnikliwie wczytał się w treść zażalenia złożonego przez pełnomocnika rodzin smoleńskich mec. Piotra Pszczółkowskiego. Sąd również szczegółowo zbadał dokumentację zgromadzoną przez Prokuraturę Okręgową, w tym również dokumenty niejawne przechowywane w kancelarii tajnej. Orzeczenie sądu było druzgocące i nakazywało wznowić postępowanie. Sąd stwierdził również rzecz bardzo istotną, że w postępowaniu przesłuchiwano w charakterze świadków osoby, co do których nie było pewności czy nie należało by objąć ich aktem oskarżenia. Paradoksalnie dwa takie akty napisała prokuratura i były to tzw. wytyki dotyczące pracy BOR, a także kancelarii premiera w tym głównie ministra Tomasza Arabskiego, byłego szefa kancelarii premiera, a obecnie ambasadora Polski w Hiszpanii. Wytyki były druzgocącą oceną niedociągnięć, które były przy planowaniu zarówno w dniu lotów 7 jak i 10 kwietnia 2010 r. One brzmiały jak akt oskarżenia. Tam była druzgocąca ocena działań ówczesnego szefa BOR – gen. Mariana Janickiego i kancelarii premiera. Dziwi, że nie powstał wytyk dotyczący działań MSZ, które było zaangażowane w te wizyty - tłumaczy Cezary Gmyz.
Dziennikarz śledczy zwraca też uwagę, że prokuratura wraca również do kwestii obecności materiałów wybuchowych na wraku tupolewa.
- Równie ważna jest decyzja prokuratury, która wydała postanowienie o zasięgnięciu drugiej już opinii uzupełniającej w kwestii materiałów wybuchowych na wraku tupolewa. Jak wiadomo pierwsza opinia nie spełniła wymogów samej prokuratury i prokuratorzy zażądali sporządzenia opinii uzupełniającej. Druga opinia poszerzona, przedstawiona przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji – spotkała się z krytyką osób, które się na tym bardzo dobrze znają. Są to fachowcy, których nie można posądzać o jakiekolwiek działania polityczne. Po tej krytyce CLKP należało więc coś zrobić i na pewno nie oddawać badań znów do CLKP, które jest podległe ministrowi i de facto premierowi. Oni wielokrotnie dawali do zrozumienia, że jedyna wersja to wersja Anodyny i Millera. Gdyby się okazało – o czym jestem przekonany, – że na wraku tupolewa były ślady nitrogliceryny, trotylu, heksogenu i oktogonu – to oznacza, że może nastąpić otwarcie dyskusji o prawdziwości teorii zamachowej i pokazać jak wielka skala zaniedbań rządu została poczyniona - mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Gmyz.
Ponadto Cezary Gmyz przyznaje, że decyzja prokuratury jest w dużej mierze przełomowa, jednak nie jest przekonany, co do znaczącej poprawy całości śledztwa.
- Decyzje sądu należy uznać za przełomowe, ale nie wierzę, aby dotychczasowa prokuratura, która się tym zajmowała znacząco zmieniła swoje zdanie. Badanie organizacji lotu jak i kwestie śladu materiałów wybuchowych, powinno zostać przekazane zarówno do organizacji innych jednostek prokuratur czy niezależnego instytutu badawczego najlepiej po za granicami naszego kraju – podkreśla Gmyz.