Na pomysł "powstanek" wpadła Weronika Grzebalska, która tak swoje "odkrycie" tłumaczyła: "Myślałam nad rozmaitymi opcjami: od “powstańczyni”, czyli słowa, które było w uzusie w XIX wieku, przez “powstankę”, ale i opisowe określenia jak „kobieta-żołnierz” czy „kobieta walcząca w powstaniu”, które ukazują kobiety jako odstępstwo od męskiej normy. Zdecydowałam się na „powstankę”, żeby moje rozmówczynie miały “swoje” słowo, żeby nie zginęły w męskim określeniu „powstańcy”" - mówiła w rozmowie z portalem natemat.pl promując swoją książkę "Płeć powstania warszawskiego".
Kiedy kontrowersyjny pomysł powieliły "Wysokie obcasy", kategoryczny głos w tej sprawie zabrała Krystyna Zachwatowicz, żona Andrzeja Wajdy, uczestnik Powstania Warszawskiego, scenograf i profesor ASP - pisząc list otwarty do feministek: "Dlaczego uczestniczki powstania warszawskiego nie mają być pełnoprawnymi powstańcami, tylko ich pomniejszeniem? Będąc powstankami, brały udział w powstanku? Feministyczna inwencja słowotwórcza zderzyła się tu z wyjątkowo delikatną materią: "powstanki" to już mocno starsze panie, których życie ktoś próbuje przykroić do swoich - całkiem im obcych - wyobrażeń" - napisała Zachwatowicz, cocając, że uczestniczki Powstania, z którymi o tym rozmawiała czuły się pomysłem „zdumione, a nawet ośmieszone”.
Skrytykowała przy tej okazji także inne damskie odpowiedniki zawodów czy sprawowanych funkcji. Jej zdaniem takie zabiegi często po prostu ośmieszają. Na koniec Zachwatowicz poprosiła feministki, by zlitowały się nad kobietami, które nie zasłużyły na takie traktowanie.