„Bo możemy taki «way of life» zrobić. Ty będziesz pisał, a ja będę, słuchaj, sprzedawał to. Dawał ci support prawny. [...] Czy nie możemy napisać książki o Sołowowie [Michale]? [...] O Czarneckim [Leszku] można napisać trzecią książkę [...] No to słuchaj. Ja mam kogoś, kto do nich pójdzie. Rzucisz im pytania? Czy już rzuciłeś?" - perorował w 2011 r. przy paru litrach wódki Roman Giertych.
Dziennikarz Piotr Nisztor, który dostał od Giertycha ofertę szantażowania najbogatszych Polaków, w tym właśnie Czarneckiego, opublikował kilka tygodni temu we "Wprost" nagranie tej rozmowy.
Teraz - jak informuje press.pl - biznesmen Leszek Czarnecki domaga się od Sylwestra Latkowskiego, redaktora naczelnego tygodnika "Wprost" (AWR Wprost), przeprosin za naruszenie jego dóbr osobistych w tekście. Zdaniem Czarneckiego - "Wprost" dopuścił się naruszenia dóbr osobistych Czarneckiego, sugerując istnienie materiałów kompromitujących go, które mogłyby stanowić podstawę szantażu.
Czemu milioner żąda przeprosin od "Wprost", a nie od Romana Giertycha, skoro to właśnie były szef Ligi Polskich Rodzin proponował "pisanie książki o Czarneckim"? Chyba dlatego, że prawnikiem, który podpisał pismo wzywające "Wprost" do ugody w tej sprawie, jest... Roman Giertych.
Tak, to nie pomyłka: prawnik Roman Giertych w imieniu Leszka Czarneckiego domaga się przeprosin za słowa Romana Giertycha o Leszku Czarneckim.
A oto komentarz Michała Majewskiego, kierującego działem śledczym we "Wprost":
