A kto płaci za korupcję księży? - pytał papież. - Płacą dzieci, które nie potrafią uczynić znaku krzyża, które nie znają katechizmu, które nie są leczone. Płacą chorzy, którzy nie są odwiedzani, więźniowie, którzy nie mają opieki duchowej. Płacą biedni. Korupcja jest spłacana przez biednych: ubogich materialnie, ubogich duchowo – powiedział Papież.
- W gazetach czytamy wiele razy: ach, stanął przed sądem polityk, który się w sposób magiczny wzbogacił. Znalazł się przed sądem, został postawiony przed sądem szef firmy, który się wzbogacił magicznie, to znaczy przez wykorzystywanie swoich pracowników. Mówi się wiele o księdzu, który się zbytnio wzbogacił i zaniedbał swoje obowiązki duszpasterskie, bo troszczył się o własne sprawy. Są więc zatem skorumpowani politycy, skorumpowani biznesmeni i skorumpowani duchowni. Są wszędzie. I musimy powiedzieć prawdę: korupcja jest właśnie grzechem w zasięgu ręki, który grozi osobie mającej władzę nad innymi: czy to ekonomiczną, czy polityczną, czy kościelną. Wszyscy stoimy wobec pokusy korupcji. To jest grzech na wyciągnięcie ręki. Bo gdy ktoś ma władzę, to czuje się silny, czuje się niemal Bogiem – powiedział Franciszek.
Papież zauważa, że korupcja jest częścią długiej drogi zabezpieczania się człowieka. Może go prowadzić do dobrobytu, pieniędzy, władzy, próżności, pychy, a nawet zabójstwa. Jednak kto ostatecznie za działania korupcyjne płaci? – pyta Ojciec Święty. Odpowiedź jest jedna: ubodzy.