- Cała ta sprawa, to jest tragikomedia. Dzisiejsze zachowania premiera Tuska i ministra Sienkiewicza pokazują, że państwo nie funkcjonuje, a organy państwa, od 7 lat, nie są prawidłowo zabezpieczane przez służby.
Osoba, która jest pokrzywdzona w śledztwie, ma nadzorować czynności wykonywane w śledztwie i osoba nagrywana ma wyjaśnić, kto ją nagrywał? To oznacza już chyba koniec systemu bezpieczeństwa wprowadzonego przez Donalda Tuska.
Jeśli Sienkiewicz twierdzi, że nagrywanie trwało kilka lat, to deprecjonuje i ośmiesza szefostwo służb specjalnych zajmujących się bezpieczeństwem wewnętrznym, a także szefów BOR. To oznacza, że w państwie realizowane są - nie wiadomo przez kogo - działania, które mogły doprowadzić do zachwiania bezpieczeństwem państwa. Na szczęście doszło do ujawnienia tzw. rozmów w interesie społecznym, za co chwała dziennikarzom. One uświadamiają społeczeństwu realne działania podejmowane przez polityków koalicji rządzącej. Nie ma więc mowy o przestępstwie, bo ten czyn nie jest społecznie szkodliwy, ale jest w interesie państwa.
Nie możemy wykluczyć, że nagrania mogłyby być wykorzystywane do szantażu, uzyskiwania informacji gospodarczej itd. To naprawdę jest tragifarsa, która ośmiesza najważniejsze organy państwa, a dzisiejsza konferencja ośmieszyła je już doszczętnie.
Może tych podsłuchanych rozmów być przecież 20 czy 30. Dotyczących ważnych osób w państwie czy przedstawicieli biznesu. Oznaczałyby całkowity upadek prestiżu państwa - podkreśla Święczkowski.