- Przekaz z konferencji prasowej Donalda Tuska jest jeden: żadnej afery nie było. Tusk czuje się świetnie, nie zamierza ustępować i widać, że cały ten incydent nawet go wzmacnia. Ani media szczególnie nie protestują przeciwko jego interpretacji afery, opublikowanej przez „Wprost”, ani on sam nie poczuwa się choćby do cienia odpowiedzialności za tę aferę.
On mówi Jarosławowi Kaczyńskiemu wprost: sam nie podam się do dymisji, musicie znaleźć większość sejmową.
Jeśli Tusk uznaje, że coś w tej sytuacji było nie w porządku, to nie niebezpieczne elementy samej rozmowy Sienkiewicza i Belki, ale to, że w ogóle byli podsłuchiwani. Ujmując to metaforycznie wygląda to tak, jakby myślał o kierowcy BMW, którego poszukuje policja nie czy złamał przepisy ruchu drogowego i zagroził życiu innych ludzi, ale zastanawialibyśmy się dlaczego było to auto koloru białego.
Dalsze rewelacje będą mieć charakter wtórny. Największy wstrząs nastąpił w związku z pierwszą rozmową i taka była chyba intencja dziennikarzy, którzy przygotowywali ten materiał, aby to było najmocniejsze uderzenie. To były osoby w urzędniczej hierarchii na najwyższym poziomie. Prawdopodobnie Tusk czuje się na tyle komfortowo, że nie będzie się wypowiadał i cała afera rozpłynie się - mówi Jabłoński.