Jak przyznaje, czuje żal, że zaniedbano bezpieczeństwo prezydenta i jego delegacji. - Myślę, że trudno tutaj mówić tylko o polskim niedbalstwie. Usiłowano nam wmówić, że to co się zdarzyło po katastrofie na miejscu tragedii, również świadczy tylko i wyłącznie o niedbalstwie strony rosyjskiej. Jeżeli w tak ewidentnych sprawach doszło do wielu zaniedbań, to niestety trzeba myśleć o czymś więcej niż tylko o niedbalstwie – stwierdziła w rozmowie z dziennikarką TVP Info Joanna Racewicz, wdową po funkcjonariuszu Biura Ochrony Rządu Pawle Janeczku.
Marta Kaczyńska dodaje, że stara się jak najmniej rozmawiać w domu na temat tego, co się wydarzyło 10 kwietnia. - Ale moja starsza córka Ewa staje się coraz dojrzalszą dziewczynką. Ma teraz 11 lat. Jest coraz starsza i sama zadaje pytanie. Odpowiadam to, co jestem w stanie powiedzieć. To co wiem na temat tego co się wydarzyło. Wiem to, co wszyscy, którzy interesują się okolicznościami w jakich doszło do tej katastrofy. (…) Nie jest tak, że wszyscy wierzą w mgłę i w brzozę. Bo to nie są już w tej chwili te argumenty, te okoliczności, które można uznać za takie, które wytrzymują krytykę - wyjaśnia córka pary prezydenckiej.
Kaczyńska wspomniała również, że dla jej ojca ważniejsze niż wybory 4 czerwca 1989, był 12 września tamtego roku. – Był to czas wielkich zmian. Polityka była permanentnie w naszym domu. Miałam przyklejony znaczek „I love Solidarność”. Ojciec miał trochę odmienny stosunek do daty 4 czerwca. Uważał, że to istotny dzień, ale za przełom uważał 12 września 1989 roku, gdy doszło do utworzenia rządu Tadeusza Mazowieckiego – opowiada.