- We wszystkich kontrolowanych placówkach stwierdzono nieprawidłowości - przyznaje w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” Waldemar Kołodziejczyk z Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Gdańsku.
Tak w wyniku inspekcji okazało się, że jeden przedsiębiorców, prowadzący bar w Gdańsku, nacinał klientów, obiecując hamburgera ze „100 proc. wołowiny”. Po badaniach laboratoryjnych okazało się, że do mięsa wołowego dorzucał jeszcze wieprzowinę. W badanej próbce wykryto jej ok. 10 proc.
Z kolei nic wspólnego z menu nie miał kebab serwowany w jednej z restauracji w Słupsku. W ofercie widniał jako „cielęco-barani”. W rzeczywistości przygotowany był z dużo tańszej mieszanki mięsa indyczego i wołowej pulpy. Restaurator usiłował tłumaczyć się inspektorom, że nie zdążył zmienić wpisu w menu po zmianie dostawcy kebabu. W dodatku jeden z kuchennych pracowników nie posiadał książeczki sanepidu.