Całą winą Zyśka było to, że na stwierdzenie zwolennika Jaruzelskiego, że generał uratował miliony Polaków, głośno odparł: "To kłamstwo".
Potem wydarzenia potoczyły się szybko. Na Zyśka posypały się obelgi, padła komenda "wyprowadzić go!" i przy mężczyźnie pojawili się dwaj funkcjonariusze policji. Gdy zaczęli spisywać jego dane, nagle pojawił się wyższy rangą funkcjonariusz policji i wydał dwóm mundurowym polecenie: „zabrać go!”. - Ci przestali mnie spisywać i odprowadzili do radiowozu. Przewieziono mnie do komendy na warszawskich Bielanach – opowiadał w Telewizji Republika Dariusz Zyśk.
– Zanim wysłuchano moich wyjaśnień, czekałem ponad 4 godziny na wypełnienie przez policjantów w komendzie wszystkich formalności. Słyszałem, że mieli kłopoty z ustaleniem tożsamości jednego z funkcjonariuszy, który mnie zatrzymał. W końcu policjanci to ustalili, ale nie mam pewności, czy to była ta sama osoba – mówił dalej Zyśk.
Zyśka z komendy wypuszczono dopiero po ponad 20 godzinach.