"Putin zabiega o pokój. Jesteśmy mu za to wdzięczni. Troszczy się o nasze sprawy. Nie może jednak decydować za nas. (...) Naród domaga się referendum. Dlatego nie mogliśmy podjąć innej decyzji" - powiedział Puszylin, uzasadniając decyzję o przeprowadzeniu w niedzielę referendum niepodległościowego pomimo apelu Putina o przełożenie głosowania.
Nie mogło zabraknąć dobrze znanych z czasów sowieckich słów o "amerykańskim faszyzmie". "Za wszystkim stoi Ameryka. Niestety. To tam pociąga się za sznurki. To zresztą nic nowego" - powiedział Puszylin w rozmowie z "Die Welt". Jeżeli Francja, Niemcy i Wielka Brytania podporządkują się Ameryce, to faszyzm zagrozi także tym krajom - ostrzegł. "Będziemy walczyli do ostatniej kropli krwi" - zapowiedział.
Prorosyjski separatysta powiedział, że rosyjskość nie jest narodowością, lecz "tym, co człowiek nosi w sobie". Jak wyjaśnił, za Rosjan uważa także Białorusinów i Ukraińców, a także wielu mieszkańców Kaukazu. "Wszyscy, którzy urodzili się w ZSRR, są naszymi braćmi" - powiedział, dodając, że jego marzeniem jest powstanie "wielkiego słowiańskiego państwa".
"Gazeta Polska" w najnowszym numerze przyjrzała się sylwetce marzącego o "słowiańskim imperium" Puszylina. Jeszcze rok temu szefował on petersburskiemu oddziałowi słynnej rosyjskiej firmy MMM (prowadził nawet konferencje prasowe, zwoływane w reakcji na oskarżenia wobec spółki). W latach 90. zorganizowała ona największą piramidę finansową w historii Rosji, okradając kilka milionów Rosjan. Dziś mimo gigantycznych skandali związanych z jej działalnością MMM wciąż ma kilkaset tysięcy naiwnych klientów.