Sąd Apelacyjny uznał za "całkowicie nieskuteczną" apelację Łazarewicza od ubiegłorocznego wyroku sądu I instancji, który oddalił jego powództwo. Od wyroku Sądu Apelacyjnego można jeszcze złożyć skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, ale trzeba byłoby w niej wykazać naruszenie prawa przez sąd. Łazarewicza ani jego adwokata nie było na ogłoszeniu wyroku.
Łazarewicz pozwał SDP o ochronę dóbr osobistych za zgłoszenie jego kandydatury do niechlubnego tytułu przyznawanego za szczególną nierzetelność i lekceważenie etyki dziennikarskiej. W pozwie domagał się przeprosin na portalu SDP, w "Gazecie Wyborczej" i "Rzeczpospolitej" oraz wpłaty przez SDP 20 tys. zł na cel społeczny.
SDP nominowało go za artykuł w "Newsweeku", w którym w 2012 r. opisywał ojca Lecha i Jarosława Kaczyńskich - Rajmunda. Pisał m.in. o jego domniemanej przynależności do PZPR, o rzekomo nienajlepszych relacjach rodzinnych, a także, że krótko przed śmiercią w 2005 r. miał powiedzieć: "Boże, uchroń Polskę przed moimi synami narwańcami".
W uzasadnieniu nominacji SDP pisało, że tekst - oparty głównie na anonimowych źródłach i "głęboko ingerujący" w prywatność bliskich Rajmunda Kaczyńskiego - "został napisany pod tezę polityczną, mającą w efekcie uderzyć w lidera opozycji oraz dobrą pamięć o nieżyjącym prezydencie RP".