Według "Rzeczpospolitej" Turowski zaznaczył, że chodzi mu o Maroko lub Serbię. – Jestem w stanie coś dla tego państwa jeszcze zrobić – przekonuje komunistyczny szpieg.
Tomasz Turowski działający pod przykryciem groźny szpieg Kościoła, który miał dostęp do Jana Pawła II. Przeszedł weryfikację, jakiej poddawani byli funkcjonariusze specsłużb PRL. Był pracownikiem Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Wywiadu. Pracował tam na etatach niejawnych, podczas gdy formalnie zatrudniony był w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Został ambasadorem tytularnym w Moskwie i Hawanie. Gdy przekroczył 60. roku życia odchodzi z niejawnego etatu w wywiadzie, stając się jednocześnie nieetatowym tajnym współpracownikiem. Rezygnuje też z pracy w MSZ. Działa w biznesie, trochę dorabia na uczelniach i 15 lutego 2010 r. wraca do MSZ i z miejsca ponownie wyjeżdża na placówkę do Moskwy. Przygotowuje zakończoną tragicznie wizyty prezydenta w Katyniu.
Okazuje się jednak, że składając oświadczenie lustracyjne po powrocie do MSZ w 2010 r., Turowski nie przyznał się do pracy dla komunistycznego wywiadu, przesłuchuje go IPN, a pod koniec 2010 r. MSZ odwołuje go z Rosji i w lutym 2011 r. kończy z nim współpracę. Turowski jednak wygrywa z IPN, a Sąd Najwyższy w marcu 2013 r. stwierdza, że jako współpracownik Agencji Wywiadu Turowski miał prawo skłamać w oświadczeniu lustracyjnym, żeby chronić swych współpracowników za granicą. W styczniu 2014 r. Turowski od MSZ domaga się ponad 250 tys. odszkodowania za „niezgodne z prawem rozwiązanie umowy o pracę". Chce też 43 tys. zł zwrot kosztów ewentualnego procesu.
W rozmowie z „Rzeczpospolitą" Turowski tłumaczy, że MSZ naruszyło prawo. „Zostałem zwolniony zaraz po tym, jak IPN wszczął postępowanie lustracyjne. A MSZ jest przecież pełne dyplomatów, którzy pracowali mimo trwających latami spraw lustracyjnych. Gdzie tu równość wobec prawa?”