Wyniki najnowszych sondaży wskazują na załamanie się pewnej tendencji. Z opublikowanego w marcu badania CBOS‑u wynikało, że 24 proc. Polaków zagłosuje na kandydatów PO w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a tylko 22 proc. na PiS.
Opublikowany 18 kwietnia sondaż IBRiS Homo Homini, przeprowadzony na zlecenie RMF FM i portalu Interia.pl, pokazuje już coś innego. W nadchodzących wyborach do PE 28,2 proc. Polaków chce oddać głos na kandydatów Prawa i Sprawiedliwości, a 26,6 proc. na PO.
Mimo że sytuacja na Ukrainie chwilowo pomogła PO i jej notowania wzrosły, PiS nadal utrzymuje prowadzenie w sondażach dotyczących wyborów parlamentarnych w Polsce. Sondaż przeprowadzony w dniach 4–9 kwietnia przez TNS pokazuje, że chociaż PO odrabia straty do PiS‑u (od ostatniego badania zyskała 3 proc.), partia Jarosława Kaczyńskiego nadal jest na prowadzeniu, co więcej, poparcie dla niej wzrosło. Na PiS chce głosować 32 proc. badanych, a na PO 29 proc. (w poprzednim, marcowym badaniu prowadziła PO).
Co sprawia, że PO przestaje odrabiać straty? – Zazwyczaj w sytuacji zewnętrznego zagrożenia pojawiają się tendencje integracyjne – tłumaczy Jakub Świderski, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego. – Społeczeństwo przyjmuje postawę „my się boimy” i szuka wsparcia. Dlatego wzrasta poparcie rządu. Jednak obecnie Polacy już oswoili się z wydarzeniami na Ukrainie i nie dowierzają, że Rosjanie wkroczą do Kijowa, więc i tendencja popierania rządu nieco opada. Ludzie zaczynają sobie przypominać, że wcześniej, przez prawie dwie kadencje, ten rząd był do Rosjan bardzo dobrze nastawiony. Nawet powstały takie inicjatywy jak Rok Rosji w Polsce etc. – dodaje.
Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"