Tusk dużą część swojego wystąpienia poświęcił początkom Solidarności, pierwszemu zjazdowi "S", trudnym reformom okresu przełomu 1989 r., wejściu Polski do NATO i Unii Europejskiej. Szef PO nie porwał jednak swoich kolegów. Jego przemówienie było rozwlekłe i mało dynamiczne. Chłodno przyjęto m.in. słowa Tuska skierowane do Michała Kamińskiego. Lider PO powiedział do niego: "Patrzę na Michała Kamińskiego. Nie martw się, chłopie. Tutaj każdy skądś przyszedł". Potem, gdy wyczytywano nazwisko Kamińskiego, brawa były anemiczne.
Ale Tusk miał też problem z faktami historycznymi, choć jest z wykształcenia historykiem. Dziennikarz Telewizji Republika i „Do Rzeczy” Cezary Gmyz stwierdził, że wystąpienie premiera przeczy prawdzie historycznej.
Tusk chciał i to dobitnie na nowo napisać historię. Mówię tu o odwołaniu się premiera do posłania wystosowanego do robotników z innych państw bloku sowieckiego. W IPN zachowały się stenogramy z rozmów sprzed I zjazdu „Solidarności”. Wynika z nich, że do odczytania tego posłania doprowadził nie Jerzy Buzek, nie Jacek Kuroń, który wręcz szalał, by ten tekst nie pojawił się w przemówieniu, ale Andrzej Gwiazda, który przymusił opozycjonistów do odczytania tych słów – wyjaśniał Gmyz na antenie TV Republika.
Dorota Kania - dziennikarka portalu niezalezna.pl i "Gazety Polskiej" - dodała zaś: "Mówiąc o NATO i o dążeniach Polski do Paktu, Tusk zupełnie pominął zasługi Porozumienia Centrum, Lecha Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i innych".