Na pytanie o to, czy Zelnik nie boi się, że jego i resztę aktorów że ten film was „zaszufladkuje”, odpowiada: - Nie. A czy jak „Drogówkę” robili to zaszufladkowali ich jako ludzi, którzy pokazują w złym świetle policję? Nie wiem czemu my w Polsce boimy się mówić o sobie – także o tych przykrych rzeczach. Amerykańska, ale także rosyjska, kinematografia, mówi o bardzo bolesnych sprawach dotyczących rzeczywistości. Jeżeli ktoś chce żyć w kokonie kłamstwa i nie dotykać drażliwych tematów, to mu współczuje - mówi.
Zelnik został również zapytany o to jak odbiera zarzuty z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, który odrzucił wniosek o dotację „Smoleńska” twierdząc, że „historia jest przewidywalna”. - „Przewidywalny” jest według nich dlatego, że chcą się trzymać innej „przewidywalności”, czyli raportów pani Anodiny i pana Millera. Tamto też właściwie było przewidywalne. My opisujemy – wielowymiarowo – rzeczywistość. Nie sądzę, aby ten film był „przewidywalny”. Mam wrażenie, że eksperci PISF wystraszyli się, że to film niebezpieczny, bo „antyrosyjski”, źle widziany przez władzę, że krzywo na nich spojrzy establishment. Ale tydzień później rządowa linia propagandowa uległa radykalnej zmianie, teraz już ślepo nie ufamy rosyjskim władzom. Patrząc na to, co na przestrzeni ostatnich tygodni robi Putin, może naprawdę opamiętamy się i ograniczymy zaufanie do tego Wielkiego Brata – podkreśla.
Co mówi aktor zapytany o nadchodzącą rocznicę katastrofy smoleńskiej? - Wszyscy ludzie, którzy odczuwają jakąś empatię i dobrze życzą Polsce, będą tego dnia przeżywać kolejną żałobę. Trudno jest przeboleć utratę tak potężnej elity Polski. To nie do odrobienia, to tak straszliwy cios, jakiego w ostatnim czasie nie doznał żaden inny kraj. To patriotyczny obowiązek, aby drążyć ten temat, szukać prawdy. Mam nadzieję, że Antoni Macierewicz, wraz ze współpracującymi z jego komisją – wbrew temu co się mówi w mediach – wybitnymi naukowcami, dotrze do prawdy o przyczynach tego wydarzenia - dodaje Zelnik.